Bałkany – HuskyCruising http://huskycruising.pl Z pasji podróżowania Wed, 23 Jul 2025 15:19:16 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.9.4 http://huskycruising.pl/wp-content/uploads/2023/06/cropped-logo_kula_HC-32x32.png Bałkany – HuskyCruising http://huskycruising.pl 32 32 MACEDONIA 2014 http://huskycruising.pl/2014/08/30/macedonia-2014/ Fri, 29 Aug 2014 22:19:11 +0000 http://huskycruising.pl/?p=18779 ]]> GRECJA 2014 http://huskycruising.pl/2014/08/30/grecja-2014/ Fri, 29 Aug 2014 22:09:00 +0000 http://huskycruising.pl/?p=18776 ]]> Bułgaria 2013 MAY http://huskycruising.pl/2013/04/17/bulgaria-2013/ Wed, 17 Apr 2013 09:50:03 +0000 http://huskycruising.pl/?p=4760 Po Albanii i Rumunii kolej na następny kraj bałkański – Bułgarię, która dla znakomitej większości ludzi kojarzy się z Morzem Czarnym i Złotymi Piaskami. Jednak my skupimy się na poznaniu gór zachodniej części tego kraju.

BG trak

Trasa dojazdu wiedzie poprzez Niemcy, Czechy, Słowację, Węgry i Serbię. Do miejsca spotkania z innymi uczestnikami wyjazdu mamy 1700 km. Postanawiam zabukować hotel w Budapeszcie, który kilkukrotnie już mijaliśmy podczas innych wyjazdów, a nigdy nie było sposobności pospacerować po mieście choć przez chwilkę.

Dzień 1 ; 25.04.2013 czwartek

Wyjazd wcześnie o poranku, dolanie paliwa przed granicą niemiecką i jazda na południe do Czech, o dziwo przejazd przez Niemcy jest w miarę płynny i bez problemów. Czechy, krótka Słowacja i Węgry. Mały epizod na Słowacji mieliśmy z policją, podczas przejazdu przez Bratysławę. Już w lusterku zauważyłem radiowóz, jechałem przepisowo, radiowóz policji nas wyprzedził i włączył koguty oraz nakazał zjechać. Podchodzi do nas dwóch policjantów i…. pytają o namiot dachowy 🙂 Rozmowa trwała z 15 minut i zakończyła się w miłej atmosferze. Niestety pod hotelem w Budapeszcie jesteśmy około 18.00, sam przejazd do centrum 9 km zajął nam 1 godzinę. Szybko meldujemy się w hotelu i idziemy w miasto.

Hotel Victoria mamy z widokiem na Dunaj, po lewej Budynek Parlamentu, a po prawej Most Łańcuchowy czy też Most Széchenyi’ego

HUS_8551

Słońce zachodzi szybko więc musimy się spieszyć.

Przy rondzie widoczny Tunel pod Górą Gellerta.

HUS_8562

HUS_8560

Idziemy w kierunku Placu Bohaterów mijając po drodze Bazylike św. Stefana, która może pomieścić 8500 wiernych i jest od 1905 roku największym kościołem Węgier.

HUS_8590

Zanim dojdziemy do pl. Bohaterów jest już ciemno.

HUS_8618

HUS_8625

Niestety nie zabraliśmy statywu i zdjęcia są robione z poziomu chodnika.

Nieco za placem w Parku Miejskim jest pięknie oświetlony Zamek Vajdahunyad, który jest kopią Zamku w Rumunii.

HUS_8634

HUS_8632

W drodze powrotnej do hotelu postanawiamy spróbować kuchni węgierskiej. Zamawiamy bogracsgulyas i borjupaprikas cokolwiek to znaczy ale jest pyszne. Do tego najlepsza w/g mojej córki Weroniki lemoniada w tej części świata oraz piwo, jest gorąco więc później jest drugie.

HUS_8636

Idę jeszcze zrobić kilka zdjęć, tym razem ze statywu.

Budapeszt zaskoczył mnie ilością ludzi biegających, jeżdżących na rolkach, rowerach często w maskach.

HUS_8646

HUS_8652

Dzień 2 ; 26.04.2013 ; piątek

Wstajemy dość wcześnie, o 7 z minutami jesteśmy już na śniadaniu. Opuszczamy hotel i kierujemy się na południe do serbskiej miejscowości Gamzigrad, tam mamy spotkać pozostałych uczestników wyjazdu do Bułgarii. W Serbii za przejazdy autostradami płaci się na bramkach, można w Euro. Na ostatniej bramce nie możemy znaleźć biletu i musimy zamiast 4.5 Euro zapłacić 10 Euro.

Na miejscu jesteśmy koło południa. Parking jest pusty. Miejsce spotkania nie jest przypadkowe, jest to stanowisko archeologiczne wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Plac przed wejściem z budką gdzie trzeba kupić bilety. Oczywiście nie mamy miejscowej waluty, dajemy 5 Euro i dostajemy 100 dinarów reszty.

DSC_3799

Felix Romuliana kompleks ufortyfikowanych pałaców i świątyń zbudowany przez cesarza Galeriusza  (Gaius Valerius Galeriusz Maximianus 250-311 rok n.e.)

DSC_3806

Jak na razie jesteśmy jedynymi zwiedzającymi, mijamy dwa kramiki z jakimś rękodziełem sprzedawanym przez dwie młode kobiety niestety nie posługujące się żadnym zrozumiałym dla nas językiem. Nieco dalej, pod zadaszeniem jest zlokalizowana mała wystawa chyba co cenniejszych elementów głównie z kamienia znalezionych na terenie kompleksu. Czujny opiekun wystawy widząc naszą dwójkę uzbrojoną w aparaty fotograficzne z aktywnością przeciętnego japończyka zadaje kluczowe pytanie czy aby nie reprezentujemy jakieś redakcji? szybko odpowiadam, że jesteśmy amatorami, co w zupełności uspokaja owego pana, który znika równie szybko jak się pojawił.

DSC_3808

Budowa 4 hektarowego kompleksu rozpoczęła się w 298 roku po zwycięstwie nad Persami w okolicy miejsca urodzenia Galeriusza, a nazwa Felix Romuliana została nadana na cześć jego matki Romuli

DSC_3819

DSC_3824

HUS_8662

HUS_8655

Felix Romuliana trwał w swojej świetności do czasu splądrowania przez Hunów w V wieku, później służył rolnikom i rzemieślnikom aby popaść w ruinę po przybyciu w VII wieku słowian.

HUS_8664

HUS_8674

HUS_8667

Austro-węgierski przyrodnik, geograf, etnograf i archeolog Felix Philipp Kanitz napisał:„Gamzigrad jest jednym z najwspanialszych zabytków z przeszłości …” 
… „Jednym z największych i najlepiej zachowanych zabytków architektury romańskiej w Europie”

HUS_8681

Teren ogólnie jest zadbany, choć trawa przy samym wejściu wydaje się zieleńsza i częściej koszona. Niektóre fragmenty budowli jak choćby ten poniżej dostały fundusze na renowację od Niemiec. Jednak patrząc na to co zostało zrobione, fundusze owe były chyba niewielkie.

HUS_8689

HUS_8703

HUS_8713

Podczas zwiedzania kompleksu spotykamy się z resztą uczestników bułgarskiej wędrówki, dojechały trzy LandRovery i ToyotaLC, jest nas teraz łącznie 18 osób 🙂

DSC_3864

Nasza uśmiechnięta Toyotka.

DSC_3800

Zatankowani po korki na stacji benzynowej obsługiwanej przez kobietę opuszczamy Serbię.

DSC_3879

…i witamy się z Bułgarią

HUS_8721

DSC_3885

Po przekroczeniu granicy jedziemy do miasteczka Kula, w którym wybieramy pieniądze z bankomatu / 1 Lev = 2.10 złp /, robimy drobne zakupy w sklepiku naprzeciw i zaczynamy zaplanowaną podróż w kierunku ruin Monastyru Albotin. Jako, że zaczyna się ściemniać zatrzymujemy się na polance powyżej jeziora Kula, miejsce to będzie naszym pierwszym obozem.

Dzień 3 ; 27.04.2013 ; sobota

Budzą nas ptaki, ich świergot jest niesamowity i będzie nam towarzyszył o każdym poranku. Polanka porośnięta jest płożącym kłującym krzaczkiem, który każdemu zostawia ślady ran w okolicach kostek.

HUS_8725

Jedziemy zachodnią stroną jeziora Kula na północ do Albotinu.

DSC_3940

DSC_3948

Po drodze mijamy czesmy – źródełka z wodą, jest ich bardzo wiele. Większość jest czynna, z niektórych woda leci bez przerwy, a niektóre są wyposażone w kraniki.

DSC_3895

Średniowieczny Klasztor Albotin wykuty został w wapiennej skale na wysokości 25 metrów.  Do monastyru prowadzi wąska ścieżka z wątpliwej jakości barierką. Wejście zaczyna się od czesmy zwanej Haiduk Cheshma.

HUS_8734

DSC_3915 DSC_3917 DSC_3918

W czasach świetności obiektu znajdowało się tu osiem pomieszczeń z kościołem trzynawowym po środku. Klasztor posiadał również piętro, w którym znajdował się refektarz, ponadto wyodrębniono małe pomieszczenia dla mnichów, kuchnię, jadalnię, piwnicę, pomieszczenia magazynowe oraz dwie studnie. Kościół został zorientowany w/g kanonu z zachodu na wschód, niestety część południowa i zachodnia uległa całkowitemu zniszczeniu. Badacze ustalili obecność baptysterium co nasuwa wnioski, że kościół służył również do ceremonii publicznych. Świadczyły o tym również liczne świeckie groby.

HUS_8740 HUS_8741 HUS_8742

Obecnie obiekt jest w opłakanym stanie i można dostrzec, że nieograniczona dostępność umożliwia dewastację.

Widok z półki skalnej klasztoru.

HUS_8743

HUS_8750

HUS_8744

Widok na klasztor z polanki u podnóża góry, w której został wykuty.

HUS_8761

Wracamy do miejscowości Kula aby zobaczyć ruiny rzymskiej Twierdzy Mars – Castra Martis. Po drodze daje się zauważyć wiele opuszczonych budynków.

DSC_3968

Jezioro Kula

HUS_8767

Jesteśmy w niewielkim miasteczku Kula – co znaczy tyle co „zamek”, parkujemy nieopodal ruin rzymskich Castra Martis w cieniu pod drzewem. Fort zawdzięcza swą nazwę bogowi wojny Marsowi. Po prawej ukazują się nam resztki twierdzy- quadriburgium,  zbudowana została na podstawie kwadratu o wymiarach 40m na 40m, na rogach znajdowały się wieże o średnicy 12,5m, ściany fortu miały grubość 2,20m, a nawet 3,30m. Do twierdzy należał również zamek, który zajmował około 15h położony na południe od niej. Twierdza została nieomal kompletnie zniszczona podczas najazdu Hunów w V wieku. Ciekawostką jest, że na tym stromym zboczu przed wybudowaniem twierdzy istniała już mała osada tracka, a ludzie zamieszkiwali ten teren od pierwszego tysiąclecia p.n.e.

HUS_8770

Twierdza Mars strzegła drogi z Bononia (Vidin) do Singidinum (Belgrad) biegnącej przez przełęcz  Vrashka Chuka w górach Bałkan Zachodni.

HUS_8775

Po drugiej stronie ulicy można natknąć się na współczesne pomniki.

DSC_3979 DSC_3980

a w parku przy Twierdzy….

HUS_8780

Ponaglani przez policjanta / miejsce parkowania choć w cieniu jest jednak niedozwolone / opuszczamy ślady historii i jedziemy na południe w kierunku Rakovitsy.

DSC_3984

Życie toczy się leniwie..

HUS_8788

Mijamy Rakovitską cerkiew

HUS_8792

i nieczynną ale ciekawą czesmę z symbolami sierpa i młota.

HUS_8793

Kierunek Jaskinia Magura.

HUS_8799

Jaskinia Magura, która powstała około 3 do 4 milionów lat temu jest jedną z największych i najpiękniejszych jaskiń Bułgarii, odkryta łączna długość korytarzy wynosi ponad 2 kilometry.

HUS_8811 HUS_8819 HUS_8826

Zbieramy się przed wejściem, kupujemy bilety i wchodzimy. Jednak nie ma z nami żadnego przewodnika, nikt nas nie pilnuje, jesteśmy zdani całkowicie na siebie. W pamięci mam film „Zejście” oba odcinki !! Już na początku kilka osób przekonuje się jak śliska jest ścieżka ułożona z kamienia. Bliski kontakt z poziomem podłogi powoduje, iż dalej idziemy bardzo ostrożnie niemal nie odrywając stóp od ziemi. Jaskinia robi ogromne wrażenie. Skąpe oświetlenie i wysokość sięgająca miejscami 20 metrów oraz stalaktyty i stalagmity mające u podstawy nawet 4 metry potęgują wielkość tej dziury.

HUS_8831 HUS_8843 HUS_8845

Niestety na malowidła zamieszkujących tu ludzi nie natknęliśmy się.

HUS_8860 HUS_8871 HUS_8877

te wyglądają na współczesne

HUS_8857

Wychodzimy ze spaceru w 10 st. na 30 st. upał i jedziemy do Belogradczika, tam na Starej Płaninie, jej zachodnich stokach czekają na nas nadzwyczajne formy piaskowców i wapieni.

DSC_3998

HUS_8887

DSC_4001 DSC_4004 DSC_4047

logo Toyoty powoduje uśmiech

DSC_4048

Szukamy restauracji przy skale..

DSC_4022 HUS_8890

..jednak nie są gotowi nakarmić 18 osób.

HUS_8889

Wracamy do miasta na małe zakupy i zaczynamy szukać miejsca na nocleg. Z pomocą miejscowych dostajemy namiar na miejsce, w którym możemy rozbić obóz.

HUS_8892

DSC_4056 HUS_8894 HUS_8896 HUS_8897 HUS_8902

Po kilkuminutowych poszukiwaniach jesteśmy na miejscu, w okolicy Chiflik, polanka z widokiem na południowo-zachodnią stronę gór.

HUS_8905 HUS_8908

HUS_8910

Dzień 4 ; 28.04.2013 ; niedziela

Nieco cofamy się na trasie aby zerknąć na pomnik przyrody dąb z „wrośniętą” w niego czesmą.

HUS_8912

Dziś znów atrakcje rzymskie Twierdza Kaleto oraz malownicze skały wokół Bełogradczika. Jesteśmy w zachodniej części Starej Płaniny, a występują tu niesamowite formy skalne zwane Bełogradcziszki Skali. Jedziemy do Twierdzy drogą polną od południowego-zachodu.

HUS_8924 HUS_8927

Niesamowite twory skalne ciągną się pasmem na długości 30 km na wysokości 500 mnpm, mają nawet swoje nazwy jak np. Adam i Ewa, Uczennica, Niedźwiedź, Pasterzyk, Derwisz, Wielbłąd, Grzyby, Kukułka, Czerwona Ściana, Madonna, Jeździec, Mnisi, Zamyślony Kamień, Hajduk Wełko, Borowy Kamień.

HUS_8934

Jednak najbardziej widowiskowe i jednocześnie najłatwiej dostępne są skały przy Twierdzy Kaleto. Historia Twierdzy sięga początków III w.n.e. kiedy to Rzymianie, wykorzystując naturalne warunki – otoczenie skał założyli tu obóz warowny, za jej murami trzymano powstańców po stłumieniu w 1850 r. powstania widyńskiego, a ostatni raz twierdza miała znaczenie militarne podczas konfliktu pomiędzy Bułgarią , a Serbią w 1885 roku.

HUS_8942

Zadaniem Twierdzy Kaleto była ochrona szklaku handlowego z Ratarii (Arczar) do Nissus (Niš). Jej losy były w rękach Bizantyjczyków, Bułgarów i Turków.

HUS_8946 HUS_8949

Parking przed Twierdzą jest płatny, szybko targuję się z parkingowym i z 12 Lev zbijam cenę na 10 Lev za 5 aut, kupujemy też bilety za wejście do Twierdzy i już idziemy śladami historii.

HUS_8953 HUS_8968 HUS_8978

Wchodzimy po drewnianych schodach na najwyższe partie twierdzy, która jest otoczona przez niesamowite formy skalne, ścieżki wydeptane pomiędzy skałami prowadzą do najdalej wysuniętych miejsc warowni, które niczym nie zabezpieczone są dość niebezpieczne.

HUS_8986 HUS_8991

Widok na Bełogradczik.

HUS_8992

Kształty skał są niesamowite, a widoki na Starą Płaninę zapierają dech w piersiach.

HUS_8981 HUS_8982 HUS_8991 HUS_8997 HUS_8999

Tymi schodami mógł chodzić król Bułgarii Ivan Sracimir.

HUS_8988

Po wyczerpującej wędrówce po twierdzy w upalnym słońcu jedziemy do miasta coś zjeść.

HUS_9013

HUS_9003

Zupa nie przypadła nam do gustu 🙁

HUS_9005

Mamy chwilkę na zerknięcie na miasteczko.

HUS_9008

Naszą uwagę przykuwają wszechobecne zdjęcia zmarłych. Są one na specjalnych tablicach ale też na słupach, domach, drzewach…dosłownie wszędzie. Zwyczajem jest wieszać wspomnienia z fotografiami zmarłych osób.

HUS_9009

Lokales chciał papierosa, jednak my nie palimy.

HUS_9014

Jedziemy dalej w mniej zaludnione miejsca. Kierujemy się na południowy-zachód do Stakevtsi, później w okolice Chuprene by znów odbić na południe.

DSC_4150 DSC_4162

Mijamy wioski i przed nami tylko przyroda.

DSC_4183 HUS_9020 DSC_4190

70% Starej Płaniny stanowią lasy i czasem bronią dostępu do siebie.

HUS_9016

Tu musieliśmy nieco posprzątać drogę aby przejechać.

HUS_9025 HUS_9026 HUS_9053 HUS_9058

Las ustąpił.

DSC_4196 DSC_4202 HUS_9090 DSC_4225

Po drodze napotykamy ślady wojny.

HUS_9094

Widok na Popowicę.

HUS_9106

Przez chwilę jedziemy odkrytymi połoninami by ponownie wrócić do lasu na kamienistą drogę prowadzącą wzdłuż wąwozu.

HUS_9116 HUS_9121

Cały czas GPS pokazuje , że jedziemy pod górę. Największe wzniesienie jakie dziś pokonaliśmy to 1350 mnpm. Kiedy wyjechaliśmy z lasu znaleźliśmy się na wzniesieniu z polanką, a że była to pora wczesnej kolacji nie mogliśmy zmarnować tak pięknego miejsca na nocleg.

Z jednej strony taki widok …

HUS_9123

a z drugiej taki widok …

HUS_9127

więc zostajemy na noc. Ogólnie jesteśmy na zachód od Gorni Lom.

HUS_9125

Dzień 5 ; 29.04.2013 ; poniedziałek

Głosem dominującym tej nocy i poranka była kukułka.

Wczesny poranek, wszyscy jeszcze śpią.

HUS_9138

HUS_9139

Śniadanko i poranna kawka w takich okolicznościach przyrody to czysta przyjemność.

HUS_9141

Jeszcze przed wyjazdem naprawiamy dziurawą oponę w LR Igora zestawem naprawczym przetestowanym na wyjazdach w Omanie.

DSC_4278

Zanim pozostała ekipa się ogarnie my już jesteśmy na traku i mkniemy w kierunku Chiprovtsi.

HUS_9143

HUS_9150 HUS_9151

Piękne widoki nas nie opuszczają.

DSC_4282

Musimy jednak zjechać w dół, ścieżka pomiędzy młodymi świerkami w rzeczywistości była bardziej stroma niż na zdjęciu.

DSC_4287

Powoli odsłania się przed nami zapomniana wioska ukryta w górskich lasach.

HUS_9152

Są miejsca gdzie dba się o estetykę. Fontanna nieśmiało tryskająca wodą z kolorem przypominającym basen…aż chciało się tam wskoczyć w tym upale.

DSC_4309

Kolejne miasteczka i miasta mijane po drodze.

DSC_4310

HUS_9156

Taki nawis skalny spotykamy już po raz drugi. Chłodne miejsce z czesmą schronienia.

HUS_9161 HUS_9163 HUS_9166

Kolejny opuszczony budynek.

HUS_9167

Czesma przy drodze ale po prawej na górze widać armatę, która jest bardzo często spotykana w przy domowych ogródkach lub ustawiana jest na daszkach nad wejściem do domu. Jest ona związana z powstaniem kwietniowym, a ciekawostką jest fakt, iż armaty takie robione były również z pni drzewa czereśniowego. Wiązało się to z brakiem dobrego uzbrojenia.

HUS_9169

HUS_9170 HUS_9171

Opuszczamy wioski i drogi asfaltowe aby zanurzyć się w otaczających nas połonińskich lasach i polanach.

HUS_9174 HUS_9176

Niezidentyfikowany pojazd .

HUS_9182

Las powoli ustępuje..zapomniane domki..

HUS_9186

Jest pięknie.

HUS_9185 HUS_9188 HUS_9190 HUS_9195

DSC_4316 HUS_9199

Napotykamy opuszczone gospodarstwo. Czasy, kiedy tętniło tu życie dawno minęły.

HUS_9201 HUS_9204 HUS_9206

Teren wokół usiany jest skałami pomiędzy, które wdziera się roślinność.

DSC_4346 DSC_4347 HUS_9210 HUS_9212 HUS_9215

Droga prowadząca po zboczu prowadzi nas do niewielkiego sennego miasteczka leżącego w dolinie.

HUS_9221 HUS_9223 HUS_9224

Architektura stara i nowa..

DSC_4381 HUS_9225 HUS_9226

DSC_4379

Kolejny ciekawy nawis skalny.

HUS_9229

Zanim dojedziemy do Chiprovtsi skręcimy w prawo i odwiedzimy Klasztor Chiprovtsi, „Saint Ivan Rilski”, który został zbudowany w X wieku, a niszczony był 6 razy. Obecny wygląd pochodzi z 1829 roku.

HUS_9233 HUS_9234 HUS_9235

Kompleks budynków składa się z cerkwii św. Iwana Rylskiego, kapliczki poświęconej carowi Aleksandrowi II, klasztornej kostnicy i dzwonnicy.

HUS_9238 HUS_9239 HUS_9240 HUS_9241 HUS_9242 HUS_9244

Klasztor  w 1688 roku podczas Powstania Chiprovtsi, służył za schronienie dla powstańców, których szczątki są złożone w kostnicy.

HUS_9253 HUS_9254 HUS_9257

Kiedy już opuszczaliśmy klasztor spotkaliśmy bułgara, który spędził w Polsce 9 miesięcy w 1999 roku. Okazało się, że był piłkarzem i grał w Pogoni Szczecin, po zmianie trenera drużyny przeniósł się do Portugalii, później wrócił do Bułgarii. Mieliśmy też okazję przywitać się z popem.

HUS_9246 HUS_9247 HUS_9249 HUS_9258

Kościół w Cziprovitsi.

HUS_9261

Postać górnika przed miastem.

DSC_4383

Zaraz jak tylko minęliśmy tablicę z nazwą miejscowości jedziemy wolniutko i gapimy się na miasteczko, które dawno, dawno temu było potęgą. Po prawej mijamy jakiegoś chłopaka w wieku gimnazjalnym, który piękną polszczyzną krzyknął „POLSKA”!!, uśmiechnęliśmy się i pomachaliśmy mu. Parkujemy w centrum miasta, piękny plac centralny z pomnikiem, cisza, spokój jakieś dwie kobiety wyrywają chwasty spomiędzy płytek betonowych na placu.  Obok auta mamy niewielki sklep z kilimami jednak jest zamknięty, idę do sklepu spożywczego obok i pytam o sklep z kilimami. Miła pani coś do mnie mówi żywo gestykulując przy tym. Nic nie rozumiem. Wychodzi i pokazuje mi naklejkę z godzinami otwarcia ale okazuje się, że jesteśmy w godzinach otwarcia, a właścicielka poszła sobie wcześniej na przerwę obiadową. W tym momencie podchodzi do nas ten chłopak, który krzyczał POLSKA. Okazuje się, że jest rodowitym polakiem i mieszka tu z matka od 4 lat. Próbujemy zadzwonić na numer podany na drzwiach sklepu z kilimami ale nikt nie odbiera.

HUS_9276

Postanawiamy iść do muzeum. Zamykamy auto, bierzemy sprzęt i kierujemy się na prawo od placu pod górę. Po 5 minutach jesteśmy już przed drzwiami muzeum, pięknego budynku w stylu odrodzenia narodowego, jest jednak zamknięte.

HUS_9264

Na drzwiach jednak jest dzwonek, więc naciskamy, raz, drugi i nagle po przeciwnej stronie ulicy z domu wychodzi pani – kustosz, otwiera i informuje o cenniku, kupić też musimy bilecik na Foto. Nieśmiało obieramy kierunek zwiedzania gdy pani – kustosz zapytuje czy kumamy po rosyjsku? odpowiadam, że tak / miało się rosyjski w szkole podstawowej i liceum – pozdrawiam swoją nauczycielkę 🙂 / . Piękną rusyczyzną zostaje mi wyłożona historia Cziprovitsi, a ja przekładam na polski dla córki.

HUS_9267 HUS_9269 HUS_9270

Na koniec pytamy o możliwość zakupu kilimów i dostajemy informację o sklepie, o którym już wiemy oraz o innym mieszczącym się powyżej placu. Po wyjściu z muzeum, zaraz po lewej stronie są jeszcze dwa ciekawe elementy. Ruiny kościoła katolickiego z XIV wieku oraz cerkiew. Obie te religie funkcjonowały równolegle, dziś jak się dowiedzieliśmy w muzeum nie ma katolików w Cziprovitsi.

HUS_9271 HUS_9274

Idziemy do sklepu z kilimami, trafiamy i okazuje się , że zamknięte ale zaraz wychodzi ze sklepu obok obsługa i otwiera nam drzwi. Na półkach i ścinach wiszą piękne kilimy, w różnych rozmiarach. jest taki, który mi się podoba, ma wzór z XVI wieku jednak jest duży co znaczy, że będzie drogi. Niestety kosztuje prawie 800 Lev , aż tak mi nie zależy. Kupuję średni i mały za łączą kwotę 300 Lev, jednak wzór jest chyba z XVII wieku. Moje usilne próby targowania się nie przyniosły rezultatu. Wracając wybieram pieniądze z bankomatu mieszczącego się przy placu.  Sklep, który wcześniej był zamknięty jest już otwarty. Wchodzimy do środka, sklepik bardzo malutki z jeszcze mniejszym wyborem towaru, choć można mieć pewność, że wyroby są dziełem właścicielki. Być może, gdyby był interesujący mnie wzór to kupiłbym jeszcze jeden kilim, jednak i tu nie ma w ogóle takiego wzoru.

Wskakujemy do samochodu, robimy rundkę po uliczkach miasteczka.

DSC_4386 DSC_4411 DSC_4412

Brak znaków drogowych na ulicach powoduje, że w pewnym momencie chcieliśmy zjechać ze schodów.

HUS_9277

Nie czekając na resztę członków wyprawy ruszamy w góry. Po kilku kilometrach zatrzymujemy się przy strumyku i postanawiamy przygotować sobie obiad. Cień drzewa i chłód wody sprawia, że miejsce w tym upale jest fantastyczne.

HUS_9279 HUS_9282

Posileni ruszamy dalej.

HUS_9285 HUS_9287 HUS_9288 HUS_9294

Wspinamy się na wysoko położoną polankę, która może być dobrym miejscem na zrobienie obozu. Podaję współrzędne GPS naszej miejscówki i czekamy. Po chwili słyszymy silniki motocyklowe, jadą do nas dwa motory. Wychodzę im naprzeciw, rozmawiamy przez chwilkę i z rozmowy dowiaduję się, że na przejazd, a tym bardziej na nocleg potrzebne jest pozwolenie od Policji, ponieważ jesteśmy bardzo blisko granicy z Serbią.

HUS_9296 HUS_9299

HUS_9303

Dostaję SMSa, że będziemy mieli eskortę policji granicznej na przejazd przez odcinek górski do najbliższej miejscowości. Tak więc z noclegu nici i z trasy przez góry też.

DSC_4414

Gdzieś tam …. jest Serbia.

DSC_4420

Musimy zrobić przymusową przerwę, reanimacja LandRovera

DSC_4427

W tym czasie pogaduszki ze Strażą Graniczną. Land Rovera, którego posiadają dostali od Niemców, sprzęt oczywiście używany i strasznie awaryjny, jak się dowiedziałem.

HUS_9322

HUS_9317

A kolacja jeszcze biega…

HUS_9311

Jeszcze kawałek jechaliśmy za Strażą Graniczą, zaczęło się zmierzchać, byliśmy niedaleko Borovitsi, czas szukać miejsca na nocleg….może tu?

DSC_4430

nieee ale niedaleko.

Dzień 6 ; 30.04.2013 ; wtorek

Z głównej drogi zjechaliśmy w lewo w kierunku jeziora Ogosta, minęliśmy sady owocowe i dojechaliśmy do samego brzegu jeziora.  Poranek nad jeziorem.

HUS_9331 (copy)

HUS_9334 (copy) HUS_9336 (copy) HUS_9337 (copy)

Po śniadaniu kierunek Berkovitsa, w której chcemy zobaczyć najstarszą wieżę zegarową w Bułgarii zbudowaną przez rzemieślników z Besarabii w 1762 roku. Kręcimy się trochę po miasteczku, aż wzbudziliśmy zainteresowanie Policji, która myślała, że się zgubiliśmy i dali nam wskazówki jak wyjechać z centrum, a my właśnie tam chcieliśmy zaparkować w pobliżu wieży.

HUS_9352 (copy)

HUS_9338 (copy)

Spacerujemy uliczkami miasta, na rynku idziemy do kafejki napić się kawy.

HUS_9341 (copy)

trafiamy do cerkwi Najświętszej Maryi Panny

HUS_9342 (copy) HUS_9349 (copy)

Po kontakcie z cywilizacją jedziemy kilka kilometrów na południe by skręcić na wschód w kierunku Cherkaski.

Sztuczne jezioro Sreczeńska Bara

HUS_9353 (copy)

Mijamy kolejne wioski.

HUS_9360 (copy)

Niemiec by nie pomyślał, że tak można.

HUS_9364 (copy) HUS_9365 (copy) HUS_9366 (copy)

Wkraczamy we Wraczański Bałkan.

HUS_9367 (copy) HUS_9368 (copy) HUS_9369 (copy)

Droga wydaje się mało uczęszczana, niezliczona ilość kamieni na poboczu.

HUS_9370 (copy) HUS_9371 (copy)

W okolicy szczytu Krastanowa mamy do wyboru dwie drogi w kierunku rzeki Iskr, na wschód – nieznana i na zachód – znana, wybieramy tę na wschód.

HUS_9373 (copy)

Mijamy starą, nieczynną już kopalnię miedzi.

HUS_9376 (copy) HUS_9378 (copy) HUS_9383 (copy)

Droga jest dobra, widoki piękne, nie ma krzaków.

HUS_9385 (copy) HUS_9386 (copy) HUS_9387 (copy) HUS_9388 (copy)

Istna sielanka, spotykamy wolno biegające konie, droga jednak zaczyna się zacierać i w pewnym momencie ginie w lesie pośród kamieni zupełnie.

DSC_4474 (copy) DSC_4477 (copy)

W tym miejscu: +43° 8′ 21.45″, +23° 32′ 56.71″  kończy się nasz jazda, musimy zawrócić, próbujemy jeszcze przebić się tu: +43° 9′ 3.66″, +23° 30′ 57.60″ ale to też jest ślepa „uliczka”. Trzeba wracać i jechać drogą na zachód.

HUS_9392 (copy) HUS_9399 (copy)

Wraczański Bałkan zachwyca swoją wielkością jednak droga jest bardzo kamienista.

DSC_4496 (copy) DSC_4498 (copy)

HUS_9400 (copy) HUS_9406 (copy) HUS_9411 (copy)

Pomimo świetnych widoków bardzo umęczyła mnie ta droga i zdecydowanie jej nie polecam.

HUS_9415 (copy) HUS_9418 (copy)

Asfaltowymi serpentynami zbliżamy się do rzeki Iskr.

HUS_9420 (copy)

Naszym celem jest Monastyr Siedmiu Ołtarzy.

HUS_9424 (copy) HUS_9426 (copy) HUS_9428 (copy)

W miasteczku Eliseyna musimy skręcić w prawo i przekroczyć rzekę, mamy zamknięty szlaban i czekamy na przejazd pociągu. W tym czasie można iść do sklepiku obok i zrobić małe zakupy.

Już na drodze do Klasztoru.

HUS_9429 (copy) HUS_9430 (copy)

Klasztor narodzenia Bogurodzicy – Siedmiu Ołtarzy znajduje się w malowniczej dolinie nad rzeką.  Brama Klasztoru, która dawniej była elementem istniejącej tu fortecy.

HUS_9431 (copy)

Teren ogrodzony jest wysokim , kamiennym murem, a pośrodku podwórza znajduje się kościół.

HUS_9433 (copy) HUS_9434 (copy)

Ogród jest zadbany i bardzo kolorowy.

HUS_9435 (copy) HUS_9438 (copy) HUS_9439 (copy)

Wnętrze kościoła na planie.

HUS_9450 (copy)

i w rzeczywistości..

HUS_9441 (copy) HUS_9443 (copy) HUS_9445 (copy) HUS_9446 (copy) HUS_9447 (copy) HUS_9448 (copy) HUS_9449 (copy)

na dziedzińcu jest też dzwonnica z dzwonami z 1799 i 1940 roku, przewodniki piszą o dwóch, a są trzy.

HUS_9437 (copy) HUS_9451 (copy)

Droga powrotna w kierunku Lakatnik i dalej Gubislav.

HUS_9452 (copy) HUS_9454 (copy) HUS_9465 (copy) HUS_9472 (copy) HUS_9479 (copy)

W okolicy Lakatnika czekamy na pozostałą ekipę, jednak okazało się, że wybrali również drogę bez przejazdu.

HUS_9483 (copy) HUS_9485 (copy)

Uzgadniamy, że jedziemy dalej i szukamy dogodnego miejsca na nocleg.

HUS_9491 (copy) HUS_9494 (copy)Droga wspina się coraz wyżej i bardzo trudno o jakieś płaskie miejsce.  Jesteśmy w Górach Koznica.

DSC_4515 (copy) HUS_9496 (copy) HUS_9498 (copy)Zachód słońca zbliża się nieuchronnie więc nie ma co marudzić, znajduję nieopodal drogi stare wyrobisko, teren w miarę płaski, z rzeczką Proboynitsa, tam się zatrzymujemy i czekamy na resztę ekipy. Wysyłam współrzędne GPS, a teren oznaczam światłem, docierają już po zmroku.

HUS_9500 (copy)

Dzień 7 ; 1.05.2013 ; środa

Otwieram namiot i widzę pięknego białego owczarka pasterskiego, który jak się później okazało przyszedł do naszego obozu już poprzedniego dnia w nocy. Jest bardzo sympatyczny i przyjacielski. Niestety za chwilę podjeżdża jakieś auto, z którego wysiada mężczyzna w mundurze policyjnym i zabiera pasa do samochodu, pewnie psiak zwiał z domu.

HUS_9512

W głębi obozu jest wejście do nieczynnej, zalanej częściowo sztolni, w której ponoć grasują skorpiony.

HUS_9503 HUS_9505

Widać, że wejście do jaskini było zamurowane jednak zostało rozebrane i ponownie można do niej wejść.

HUS_9508

Opuszczamy obóz i jedziemy w kierunku Sofii. Dziś będziemy podziwiać piękno  bezkresów  Ponor Płaniny jak tylko opuścimy zalesione tereny Koznicy.

HUS_9515 HUS_9516

W wąwozach towarzyszą nam strumienie.

HUS_9518 HUS_9524

I już wita nas Ponor Płanina.

HUS_9526 HUS_9531 HUS_9532 HUS_9534

Ogrom otwartej przestrzeni jest zachwycający.

HUS_9539 HUS_9542 HUS_9543

Znalazło się tu też miejsce dla kogoś, kto stroni od ludzi. Nie wiem czy tu mieszka ale uprawia ziemię.

HUS_9546 HUS_9548 HUS_9549

Jedziemy drogami szutrowymi , a miejscami trawiastym trakiem ledwie widocznym.

HUS_9550 HUS_9553 HUS_9558 HUS_9561 HUS_9563Pogoda dopisuje, krajobrazy przypominają nam Rumunię.

HUS_9574 HUS_9577 HUS_9581

ślady cywilizacji, resztki ogrodzenia..

HUS_9583 HUS_9584

DSC_4581

Okazuje się, że nie jesteśmy tu sami.

DSC_4591 DSC_4592 DSC_4598 DSC_4604

To jest to co lubimy najbardziej, otwarta przestrzeń i zapierające dech w piersiach widoki. Brak krzaczorów !

DSC_4608 DSC_4616 DSC_4640 DSC_4646 DSC_4653 Moglibyśmy zostać tu na dłużej..

HUS_9588 HUS_9590 HUS_9598 HUS_9602 HUS_9603

W zagłębieniach ziemi leżą jeszcze resztki śniegu.

HUS_9595

HUS_9606 HUS_9607

Kolejne ślady ludzkości …

HUS_9608 HUS_9613 HUS_9614 HUS_9617 HUS_9625

no telephone … no address … no stress

HUS_9627 HUS_9638 HUS_9640 HUS_9643 HUS_9644

Wioska Breze z placem centralnym, na którym stoi pomnik.

HUS_9645

A nieopodal piękna Stefanowata czesma.

HUS_9647

Chatka Baba Jagi

HUS_9648

Szkoła w Iskerc

DSC_4657

Przekraczamy rzekę Iskercką i jedziemy po Małej Płaninie

HUS_9652 HUS_9654

Chwilę jedziemy przez gęsty las by nagle wyjechać na otwartą przestrzeń z widokiem na Dobrosławci. Jednak z prawej wita nas Monastyr św. Teodora

HUS_9657

DSC_4658 HUS_9655

Góry powoli ustępują terenom równinnym.

DSC_4668 HUS_9662

W oddali wychyla się Monastyr Dobrosławicki.

HUS_9665 HUS_9667

Teraz już drogą asfaltową w kierunku Sofii.

DSC_4674

Obwodnicą po stronie zachodniej jedziemy na południe. Zatrzymujemy się na stacji benzynowej i dostajemy informację, że są problemy z Land Roverem. Czekamy kilkadziesiąt minut, w tym czasie tankujemy auto, pijemy kawę i jemy świetne pieczywo kupione wcześniej w jakiejś małej wiosce oraz korzystamy z internetu. Czas mija postanawiam jechać dalej, zatrzymujemy się jeszcze w restauracji na małe co nieco, jednak prócz sałatki szopskiej reszta nie przypada nam do gustu.

HUS_9668 HUS_9670

Troszkę posileni jedziemy w kierunku Germańskiego Monastyru, który mamy po drodze.

HUS_9671

Klasztor położony jest w lesie niedaleko wsi German i uważa się, że powstał w X wieku.

HUS_9674

Legenda głosi, że św. Ivan Riła mieszkał w okolicy wsi German.

HUS_9675 HUS_9676

Już wiemy, że tę noc spędzimy sami. Reszta załogi ze względu na problemy techniczne wróciła w okolice Dobrosławici na nocleg, a z rana następnego dnia mają usunąć usterkę. Jedziemy jeszcze kilka kilometrów wąską, leśną drogą by na południe od Łozen rozbić obóz. Zanim dojedziemy do polanki, na której będziemy nocować spotkamy miłego kompana, który towarzyszył nam całą noc i poranek.

Miejsce noclegu: +42° 35′ 12.75″, +23° 28′ 6.72″

Dzień 8 ; 2.05.2013 ; czwartek

Noc spędziliśmy sami we dwójkę, a w zasadzie we trójkę..

1_HUS_9678

Już wieczorem dnia poprzedniego na drodze spotkaliśmy psa, który ostatnie metry na miejsce obozu nam towarzyszył. Kiedy przygotowywaliśmy kolację i później przy ognisku cały czas z nami był. Dostał wodę i jedzenie, kiedy szliśmy spać myśleliśmy, że pobiegnie do swojego domu. Jednak w nocy słyszeliśmy jak gdzieś niedaleko szczeka i kopie w ziemi. Jakie było nasze zdziwienie gdy otworzyłem namiot, a ten psiak stał na dole i gapił się na mnie merdając ogonem.

2_HUS_9679 3_HUS_9680

Śniadanie było oczywiście dla wszystkich, pies – w zasadzie suka dostała wodę i paprykarz szczeciński. Spakowaliśmy się i ruszyliśmy przez Góry Witosza, które nie były dla nas łaskawe choć miejscami widoki rekompensowały trudy drogi.

4_DSC_4680 5_DSC_4689

Droga miejscami była zryta niemiłosiernie.

6_DSC_4691 7_DSC_4697By znów pokazać swe piękno.

8_DSC_4699 9_DSC_4703Prawie jak mój własny…

10_DSC_4706Droga jest kiepska, jadę dość wolno i często się zatrzymujemy więc pies ciągle biegnie za nami.

11_HUS_9681

Góry Riła w oddali.

12_HUS_9683 13_HUS_9691 14_HUS_9693 15_HUS_9694 16_HUS_9697 Łozańska Płanina

17_DSC_4712 18_DSC_4713 19_DSC_4717

Psiak siada pod samochodem w cieniu, dajemy mu wodę. Otwarty teren i wysoka temperatura nie ułatwiają mu podążania za nami. Zaczynamy domyślać się, że pies prawdopodobnie zgubił się lub został specjalnie pozostawiony w tych lasach.

20_DSC_4719

21_HUS_9698 22_HUS_9700 23_HUS_9701

Po około 10 kilometrach, w pierwszym napotkanym domostwie usiłuję wytłumaczyć, że pies jest bezpański i biegnie za nami i proszę o zaopiekowanie się nim. Kiedy myśleliśmy, że pies znalazł nowy dom widzimy jak w oddali znów biegnie za nami. Ostatecznie straciliśmy go z oczu po około 15 kilometrach od miejsca naszego obozu.

24_HUS_9702 25_HUS_9705

27_HUS_9708

Kokaliane.

28_DSC_4727

Kręcimy się w okolicach Łozen , Dołni Pasereł, Pancharewo, Kokaliane, Żeleznica.

29_HUS_9713

W oddali prawdopodobnie Bistrica

30_DSC_4728 31_DSC_4730 32_DSC_4732

Przekraczamy rzekę / Wedena Plana /

33_DSC_4735 34_DSC_4737

Jeziorko

35_DSC_4741

Niedaleko Żeleznicy.

36_DSC_4742

Troszkę asfaltu i Góry Witosza.

37_HUS_9716 38_HUS_9717 39_HUS_9718 40_DSC_4753

Teraz jedziemy już wysoko do góry polnymi dróżkami.

41_HUS_9720 42_HUS_9721

Błoto, błoto, błoto…. miało się białe felgi.

43_HUS_9722 44_HUS_9724

Na wysokości 1200mnpm do 1300mnpm

45_HUS_9726 46_HUS_9727 47_HUS_9729 48_DSC_4754 49_DSC_4759

Z Żeleznicy wschodnią stroną jedziemy do wioski Płana.

50_HUS_9732 51_HUS_9733 52_DSC_4761 53_DSC_4763 54_HUS_9738 55_HUS_9739

W zasadzie co chwilę zatrzymujemy się by nacieszyć oczy pięknymi widokami.

56_HUS_9740 57_DSC_4769 58_HUS_9745

Na tym wydawałoby się pustkowiu spotykamy pasterzy.

59_DSC_4772 60_HUS_9751 61_HUS_9753

62_DSC_4777 63_HUS_9754

Kaplica św. Kipriana niedaleko wsi Plana

64_HUS_9755

68_HUS_9759 HUS_9763 HUS_9764 HUS_9765 HUS_9767 HUS_9770 HUS_9771_1

Rayovo, Prodanovtsi i już jesteśmy w Dospey i mijamy cerkiew,

65_DSC_4780 66_DSC_4781

za którą na niewielkim placyku stoi pomnik.

67_DSC_4782

Spotykamy luzem biegające świnie lub dzikie świnie lub coś w rodzaju dzikoświń.

HUS_9778 HUS_9780

Konie na łące.

HUS_9783

Droga jakby zacierała się.

HUS_9784

Ale zaślepieni pięknymi widokami jedziemy dalej.

HUS_9785

W lesie spotykamy dwa konie ze spętanymi nogami, a droga jakby się zwężała. Biorę więc maczetę i troszkę ją poszerzam.

HUS_9787

Szerokość jest już odpowiednia jednak nawierzchnia nieco nierówna.

HUS_9789 HUS_9790

Tu zaczęły się problemy techniczne, a o odwrocie nie było mowy, był niemożliwy.

HUS_9791

HUS_9795

HUS_9794

Udało się minąć zakręt w lewo widoczny na górnym zdjęciu i około 1000 m. do drogi asfaltowej w punkcie GPS +42° 16′ 12.03″, +23° 28′ 33.20″ musieliśmy odpuścić samotną jazdę. Kontynuacja jazdy niechybnie doprowadziłaby do położenia auta na boku. Wysłałem SMSa do reszty ekipy, która pojechała asfaltem z Sofii do Monastyru Rilskiego aby przybyła nam na odsiecz bowiem potrzebna była asekuracja aby bezpiecznie zjechać.

Niestety jedyne kiepskie zdjęcie z ostatniej pozycji auta.

IMG_0618

i jedyne z akcji, jednak będzie jakiś filmik.

HUS_9796

Już po zmroku zjechaliśmy z lasu, a około 23.00 byliśmy w obozie niedaleko Monastyru Rilskiego, za Riłą na Campingu Valdis.

Dzień 9 ; 3.05.2013 ; piątek

Nocleg nad głośną rzeką Rilską, GPS +42° 7′ 23.60″, +23° 11′ 12.83″, ogromne masy wody schodzą z gór przeciskając się pomiędzy kamieniami. Jedziemy do największej atrakcji turystycznej Bułgarii czyli Monastyru Rilskiego.

DSC_4786

Jednak dla społeczności bułgarskiej jest on ważnym symbolem bułgarskiego oporu przeciwko tureckiej okupacji, a także symbolem odrodzenia narodowego w XVIII i XIX wieku. Wzniesiony w X wieku na wysokości 1100 mnpm w Górach Riła przez pustelnika Ivana z Riły.

DSC_4787 DSC_4788 DSC_4789 DSC_4790

Całość kompleksu otaczają 3 piętrowe budynki mieszczące cele dla mnichów z drewnianymi krużgankami oraz łukami pomalowanymi na czarno i biało.

HUS_9840

23 metrowa Baszta Chrelina z XIV wieku, element obronny na terenie monastyru.

HUS_9826 HUS_9812 HUS_9810 HUS_9809 HUS_9823 HUS_9837 HUS_9838 HUS_9824 HUS_9836 HUS_9822 HUS_9807 HUS_9806 HUS_9819 HUS_9834 HUS_9833 HUS_9816 HUS_9805 HUS_9799 HUS_9798 DSC_4792 HUS_9813 HUS_9814 HUS_9815 HUS_9830 HUS_9828 HUS_9827

HUS_9849 HUS_9852 HUS_9850 HUS_9848 HUS_9847

Wnętrze Cerkwi

HUS_9859

HUS_9846 HUS_9845 HUS_9844 HUS_9843 HUS_9842 HUS_9841 HUS_9840 HUS_9838

Wracając ta samą drogą na zachód tuż za Pastrą skręcamy w prawo aby dotrzeć do sztucznego zbiornika Kalin, który znajduje się na wysokości 2550 mnpm.

Po drodze jest kilku sprzedawców miodu, zatrzymujemy się przy jednym i dokonujemy zakupu kilku słoików po uprzednim spróbowaniu.

HUS_9862 HUS_9863

HUS_9864

Zaczynamy od 750 mnpm i w szybkim tempie wspinamy się do góry.

HUS_9865 HUS_9868 - 2013-05-03 at 11-30-52 HUS_9870 - 2013-05-03 at 11-31-11

Droga jest wąska, mieszcząca jedno auto, a mijanek jest niewiele.

HUS_9871 - 2013-05-03 at 11-31-15

HUS_9877 - 2013-05-03 at 11-37-19

Kilometry szybko mijają i nabieramy wysokości. Jednak radość nasza nie trwała długo. Pierwsza łacha śniegu choć pokonana bezproblemowo nie wróży nic dobrego.

DSC_4807

Osiągamy 1866 mnpm i parę metrów można jeszcze przejechać.

HUS_9880 - 2013-05-03 at 11-44-20 HUS_9883 - 2013-05-03 at 11-45-12

Ale dalej już nie ma szans na dalszą jazdę.

HUS_9886 - 2013-05-03 at 11-46-18

Zawracamy i nieco niżej zatrzymujemy się aby nacieszyć oczy.

HUS_9892 - 2013-05-03 at 11-52-37

DSC_4813 HUS_9893 - 2013-05-03 at 11-54-31 HUS_9894 - 2013-05-03 at 11-54-55 HUS_9898 - 2013-05-03 at 11-57-01 HUS_9899 - 2013-05-03 at 11-57-04 HUS_9903 - 2013-05-03 at 11-59-34

Podczas zjazdu spotykamy naszą ekipę, która wspina się na górę.

HUS_9907 - 2013-05-03 at 12-13-22 HUS_9910 - 2013-05-03 at 12-15-36 HUS_9912 - 2013-05-03 at 12-18-32

DSC_4812 DSC_4814 - 2013-05-03 at 11-46-31

HUS_9914 - 2013-05-03 at 12-19-32 HUS_9918 - 2013-05-03 at 12-27-23 HUS_9920 - 2013-05-03 at 12-37-16

Mijamy Riłę i jedziemy do Stob zobaczyć Piramidy Stobskie.

DSC_4817 - 2013-05-03 at 11-57-18

Docieramy na mały parking, kierujemy się do budki z biletami, za wejście trzeba zapłacić. Od budki z biletami do miejsca gdzie zaczyna się podejście do Piramid jest kawałek drogi, która już nas męczy. Idziemy odkrytym terenem w palącym słońcu, w towarzystwie niezliczonej ilości ludzi. Weronika odpuszcza wspinaczkę i w połowie drogi zostaje. Ja niestrudzenie brnę pod górę, ścieżką wąską i niezabezpieczoną.

HUS_9933 - 2013-05-03 at 13-29-44 HUS_9937 - 2013-05-03 at 13-32-03 HUS_9939 - 2013-05-03 at 13-32-52

Piramidy Stobskie to nic innego jak dzieło natury, powstałe z pomarańczowo-beżowego piaskowca, który jest wypłukiwany przez wodę i topniejący śnieg. Piramidy leżą na zachodniej ścianie góry Piryn i tworzą niesamowite formy, które osiągają do 12 metrów wysokości. Szeroka podstawa zwęża się ku górze tworząc ostry koniuszek ale czasami widoczne są owalne zakończenia.

HUS_9942 - 2013-05-03 at 13-35-21 HUS_9946 - 2013-05-03 at 13-36-11

Na najwyższy punkt prowadzi wąska ścieżka po szczycie bez zabezpieczeń. Warto zabrać ze sobą butelkę wody i dobre buciki. Japonki odradzam.

HUS_9953 - 2013-05-03 at 13-38-30

Opuszczamy Stob.

DSC_4825 - 2013-05-03 at 12-20-02 DSC_4829 - 2013-05-03 at 13-03-50 HUS_9956 - 2013-05-03 at 14-04-46 HUS_9957 - 2013-05-03 at 14-05-24 HUS_9958 - 2013-05-03 at 14-11-36 HUS_9959 - 2013-05-03 at 14-14-39

Gdzieś na trasie, Błagojewgrad.

DSC_4831 - 2013-05-03 at 13-29-03

W Simiti w lewo na Bansko do Sosny Bajkuszewa. I znów się wspinamy na 1818 mnpm i jakieś 300 metrów przed sosną zatrzymuje nas śnieg.

HUS_9964 - 2013-05-03 at 16-04-18 HUS_9966 - 2013-05-03 at 16-05-23 HUS_9968 - 2013-05-03 at 16-07-07 HUS_9970 - 2013-05-03 at 16-09-35

Po pokonaniu śniegu docieramy do drewnianych schodków prowadzących do Sosny Bajkuszewa. Drzewo jest okazałe ma 22 metry wysokości i 8 metrów w obwodzie, a jej wiek szacuje się na ponad 1300 lat i jest jednym z najstarszych w Europie.

HUS_9971 - 2013-05-03 at 16-11-38

Bajkuszewa Mura to sosna bośniacka, a jej wiek pokrywa się z wiekiem samej Bułgarii.

HUS_9975 - 2013-05-03 at 16-12-07

Podstawa sosny z jej przeolbrzymimi korzeniami robi niesamowite wrażenie. Potęga.

HUS_9980 - 2013-05-03 at 16-13-29 HUS_9981 - 2013-05-03 at 16-13-36

Samo Bansko to ośrodek sportów zimowych, miasteczko to w zasadzie same hotele z kiepskimi drogami choć jest też Stare Miasto, do którego nie dotarliśmy.

HUS_9982 - 2013-05-03 at 16-13-52

Droga dojazdowa zimą jest trasą narciarską. Powyżej jest dojazd do schroniska Virchen i tylko kilka godzin marszu na szczyt.

DSC_4834 - 2013-05-03 at 14-55-52 HUS_9985 - 2013-05-03 at 16-24-12 HUS_9987 - 2013-05-03 at 16-25-00

Zjazd w dół do Banska i niedaleko na wschód polnymi drogami pomiędzy nowymi osiedlami, hotelami i polem golfowym, dużo ogrodzonego terenu utrudnia nam jazdę ale docieramy do Bezimiennego Miasta ? leżącego miedzy Bansko i Dobrinishte na wysokości 1050 mnpm.

DSC_4839 - 2013-05-03 at 15-59-43

HUS_9995 - 2013-05-03 at 17-14-07

Bezimienne Miasto znajduje się na polance zwanej Sw. Nikola, uważanej za miejsce święte i dlatego miejscowa ludność wznosi tu niedużą kapliczkę. Podczas prac budowlanych w 2003 roku odkryte zostaje wiele artefaktów archeologicznych świadczących o istnieniu osady trackiej w tym miejscu.

HUS_9999 - 2013-05-03 at 17-14-52

Wnętrze kapliczki, która dała nam schronienie przed deszczem.

DSC_4841 - 2013-05-03 at 16-08-47 HUS_9990 - 2013-05-03 at 17-11-48

Poniżej Bezimiennego Miasta jest symbol walk partyzantów.

HUS_0002 - 2013-05-03 at 17-16-09 HUS_0003 - 2013-05-03 at 17-16-17

Kierujemy się do Dobrinisthe i zastanawiamy się czy jechać do Kowaczewicy czy do Melnika, jednak czas nam się kończy i decydujemy się na Melnik.

HUS_0007 - 2013-05-03 at 19-25-15

Jedziemy asfaltem na południe, mijamy drogowskazy do Sklave, którą chciałem odwiedzić, jednak nie tym razem. Późnym popołudniem jesteśmy w maleńkim Melniku.

DSC_4879 - 2013-05-03 at 18-32-55 HUS_0014 - 2013-05-03 at 19-28-12

Wąskie uliczki, śliczne kamienice wklejone w skały i otaczające góry.

HUS_0017 - 2013-05-03 at 19-40-56

Pośrodku wyschnięte koryto rzeki.

HUS_0018 - 2013-05-03 at 19-41-18

Wino, rakija i miód na każdym kroku.

HUS_0023 - 2013-05-03 at 19-48-46 HUS_0024 - 2013-05-03 at 19-49-43

Wybieramy miejsce na kolację, pada na restauracje prowadzoną przez dwóch braci. Jadło i napitki mają wyśmienite, z tego też powodu zostajemy tam do późnych godzin wieczornych.

HUS_0026 - 2013-05-03 at 20-03-53 HUS_0029 - 2013-05-03 at 20-28-57 HUS_0030 - 2013-05-03 at 20-29-06 HUS_0034 - 2013-05-03 at 20-37-53

Najedzeni kupujemy jeszcze lokalne wina i spacerujemy uliczkami miasteczka.

HUS_0038 - 2013-05-03 at 21-13-59 HUS_0041 - 2013-05-03 at 21-17-52

… i zaglądamy do piwniczek …

HUS_0042 - 2013-05-03 at 21-22-30 HUS_0045 - 2013-05-03 at 21-25-24

DSC_4880 - 2013-05-03 at 20-09-35 DSC_4887 - 2013-05-03 at 20-32-56

Już po zmroku jedziemy poza Melnik na północny-wschód, mijamy Karlanovo i szukamy płaskiego miejsca na obóz. Będzie to ostatnia noc na ziemi Bułgarskiej.

Dzień ostatni 10 ; 4.05.2013 ; sobota

Miejsce, które w nocy wybraliśmy na nocleg okazało się strzałem w dziesiątkę, widoki o poranku na skały melnickie i kościół i monastyr.

2013-05-04 at 06-36-04 2013-05-04 at 06-36-11 2013-05-04 at 07-43-09 2013-05-04 at 07-43-54 2013-05-04 at 07-44-18

Poniżej naszego obozu kościół św.św. Cyryla i Metodego

2013-05-04 at 08-58-15

a zaraz po prawej monastyr Rożeński.

2013-05-04 at 08-59-05

A w głębi miasteczko Rożen.

2013-05-04 at 09-00-48

Opuszczamy polankę i jedziemy do bardzo ciekawego miejsca.

2013-05-04 at 09-13-21

Kilka kilometrów od miejsca naszego obozu jest fantastyczny tunel wykuty w litej skale.

2013-05-04 at 08-19-44 2013-05-04 at 09-17-53 2013-05-04 at 09-18-02 2013-05-04 at 09-18-13 2013-05-04 at 09-20-22 2013-05-04 at 09-20-33

i zwrot do Melnika na chwilkę jeszcze, a po drodze…

2013-05-04 at 08-26-30 2013-05-04 at 08-30-55 2013-05-04 at 08-34-13 2013-05-04 at 09-02-22 2013-05-04 at 09-27-15 2013-05-04 at 09-27-28 2013-05-04 at 09-29-04 2013-05-04 at 09-29-25 2013-05-04 at 09-29-53 2013-05-04 at 09-30-19 2013-05-04 at 09-30-57 2013-05-04 at 09-31-49 2013-05-04 at 09-38-11 2013-05-04 at 09-38-28

i Melnik

2013-05-04 at 08-34-19

i jeszcze nie możemy sobie odmówić spaceru …

2013-05-04 at 09-41-28 2013-05-04 at 09-41-56 2013-05-04 at 09-42-25 2013-05-04 at 09-43-35 2013-05-04 at 09-43-55 2013-05-04 at 09-44-26 2013-05-04 at 09-45-48 2013-05-04 at 09-46-20 2013-05-04 at 09-48-09 2013-05-04 at 09-53-44

Kawka na pożegnanie.

2013-05-04 at 10-08-50

i bye, bye …

2013-05-04 at 10-51-36 2013-05-04 at 10-52-45

Granica Bułgarsko – Macedońska

2013-05-04 at 11-25-19 2013-05-04 at 11-25-28 2013-05-04 at 11-27-53

i Macedonia

2013-05-04 at 11-31-40 2013-05-04 at 11-33-47 2013-05-04 at 11-44-17 2013-05-04 at 11-45-01 2013-05-04 at 11-47-57

he, he

2013-05-04 at 11-49-25

i granica Macedońsko – Serbska

2013-05-04 at 14-10-10

Bardzo dziękuję mojej wspaniałej córce.

2013-05-04 at 10-08-13 (1)

Koniec…..

]]>
RUMUNIA 2012 JULY http://huskycruising.pl/2012/07/17/rumunia-2012-july/ Tue, 17 Jul 2012 07:54:21 +0000 http://huskycruising.pl/?p=1999 Wyprawa do Rumunii, 4300 km, 1600 km po drogach Rumunii, 600 km zupełnego offroadu.

Wyruszamy 18.07.2012 o godzinie 5.00 rano. Do pokonania mamy 1400 km praktycznie po samych autostradach: jedziemy przez Niemcy, Czechy /winieta/, Słowację /winieta/, Węgry /winieta/ do rumuńskiego /winieta/ miasteczka Baile 1 Mai gdzie mamy spotkać się z resztą uczestników wyprawy. Docieramy na camping w godzinach wieczornych doliczając jedną godzinę na zmianę czasu.

Zarys trasy pokonanej z północy na południe:

rumunia 1

i trasa powrotna

rumunia 2

Dzień 1

Rano dnia następnego wstajemy wcześnie, jedziemy jeszcze do pobliskiej miejscowości Oradea nabyć kartę sim i zatankować. Z bankomatu wybieramy lokalną walutę : Lej Rumuński /RON/ , który dzieli się na 100 bani, banknoty są ….plastikowe!! Tak , Rumunia jest drugim krajem na świecie, który wprowadził  plastikowe banknoty, pierwszym jest Australia, a trzecim Kanada. Kurs Leja do złotego jest po zaokrągleniu 1 ;1.  Oradea jest miastem około 200 tysięcznym leżącym blisko granicy węgierskiej.

Dzień 1 stanowi niejako dojazdówkę, poruszamy się wyłącznie po asfaltach. Mamy do pokonania 220 km, a celem jest camping w Salciua de Jos / 46*23’57” N ; 23*26’12” E /. Jedziemy więc do Transylwanii / Siedmiogrodu /, poprzez Góry Zachodniorumuńskie / Carpatii Occidentali /.

Mniej więcej w połowie drogi skręcamy w kierunku Masywu Biharu w Góry Apuseni zobaczyć Jaskinię Niedziwiedzią / Pestera Ursilor ; 46*33’16” N ; 22*34’11” E /. Jaskinia leży w okolicach wsi Chişcău. Samochody parkujemy na płatnym parkingu i czeka nas spacer w górę do wejścia do jaskini.

Jaskinia Niedźwiedzia została odkryta stosunkowo niedawno, bowiem w 1975 roku, a jej wiek szacuje się na około 50 tysięcy lat.

Jaskinię odkryli robotnicy pracujący przy wydobyciu marmuru, a pierwsze grupy turystów mogły wejść do jej wnętrza w roku 1980.

Jaskinia została nazwana Niedźwiedzią, ponieważ w jej wnętrzu znaleziono kości tych zwierząt, których wiek określa się na 15 tyś. lat. Wiele z tych kości było w stanie nienaruszonym, a jeden szkielet można oglądać nawet dziś.

Jaskinia Niedźwiedzia jest uznawana za jedną z najpiękniejszych w Rumunii. jej długość wynosi 1500 metów, jednak nie cała została udostępniona turystom. temperatura panująca we wnętrzu to 10*C.

Wejście i wyjście z jaskini otaczają liczne kramiki z lokalnymi wyrobami rzemiosła i smakołyków. Kupujemy jakiś placek.

Kurtos Kalacs przysmak, który po raz pierwszy spróbowaliśmy w Białce Tatrzańskiej zimą. Tu, w Rumunii w wersji XXXXXL. Jest to węgierski specjał ale bardzo popularny w Rumunii. Kto nie jadł niech żałuje.

Kierujemy się na wioskę Salciua de Jos na camping w pobliżu rzeki.

Camping jest super, ma nawet basen 🙂 Czasy świetności były bardzo dawno temu.

Dzień 2

Jako pierwsi ruszamy z obozu na rumuńskie bezdroża.

Niedaleko campingu w wiosce Salciua de Sus skręcamy w lewo i jedziemy na górskie połoniny.

Drogi nie są zbyt wymagające, pogoda dopisuje. Spotykamy opustoszałe, rozproszone na ogromnym terenie domy i pasterskie szałasy.

Przejeżdżając przez wioskę Dupa Deal zauważmy budynek poczty. Okazuje się, że jest czynny. Zatrzymuję się i idę do środka urzędu, w niewielkim pomieszczeniu za biurkiem jest pracownica z którą próbuję nawiązać kontakt jednak bariera językowa jest nie do przejęcia. Udaje mi się jednak uzyskać zgodę na przyklejenie naklejki z logo MD / 46*19’34” N ; 23*25’36” E

Po drodze spotykamy wiele opuszczonych domów, do jednego postanawiamy wejść.

Z okien samochodu takich opuszczonych domów widać więcej.

Spotykamy też zamieszkałe domostwa. Przy tym domu zatrzymaliśmy się na dłużej z powodu niesamowitych pszczelich uli, które ustawione były na ścianie domu na specjalnych półkach. Roje pszczół latały dosłownie wszędzie, a wśród nich stał właściciel, który nic sobie z tego zupełnie nie robił.

Dzień drugi to dystans do pokonania około 70 km, a miejsce obozu zaplanowane jest na zupełnym odludziu na wysokości 1100 m npm

Zaskakuje technologia wykonania płotu, naturalny materiał,

i domu prawdopodobnie przygotowanego do otynkowania gliną.

Na wzniesieniu w okolicy Valea Alba.

Końcówka trasy staje się wyzwaniem, spokojna szutrowo-piaskowa droga zamienia się w kamienisty podjazd. Część aut, kilka Land Roverów rezygnuje z tego dojazdu i wybiera objazd.

Dzień 3

Dziś zmierzamy na południe, do przejechania mamy około 230 km.

W napotkanym miasteczku Zlatna, podziwiamy lokalne impresje artystyczne. Niedokończona budowa stała się miejscem wyrazu artysty.

Mieszkańcy wykonują codzienne czynności piorąc dywany w korycie rzeki.

Górskie ścieżki zaskakują na każdym kroku, tu napotykamy basen i nic wokół.

Młody mieszkaniec wioski pozuje do portretu, w której się zatrzymujemy na chwilkę.

W okolicy Gelmar skręcamy w prawo na drogę nr 7 i jedziemy do Hunedoara zobaczyć zamek.

Już na początku miasta widać okazałe budynki z niezwykłymi dachami. Kunszt wykonania blacharki jest niesamowity.

Zamek w Hunedoarze – Castelul Corvinilor, jest przykładem gotyckiej architektury obronnej , choć nigdy nie spełniał funkcji militarnych. Powstał w XV wieku.

Cerkiew św. Mikołaja, pochodzi z 1634 roku.

Po obiedzie w lokalnej restauracji z wifi i klimatyzacją, tankujemy i ruszamy dalej.

Opuściliśmy już drogi asfaltowe i górskimi szutrami jedziemy w kierunku północnej części drogi 67C czyli Transalpiny.

Sielskie klimaty dominują.

Na nocleg zatrzymujemy się w Cabana Oasa tuż przy Transalpinie / 45*34’49” N ; 23*37’21” E /

Dzień 4

Pensjonat o podanej powyżej nazwie nie zasługuje na jakikolwiek opis, warunki tam panujące daleko odbiegają od norm europejskich, a łazienko-toalety….cóż…po prostu są.

Dziś przed nami 140 km, mniej więcej połowa po asfalcie Transalpiny i reszta szutrami.

Transalpina jest w ciągłym remoncie, trzeba uważać bowiem odcinki asfaltowe mogą niespodziewanie się urwać.

I pojawić się.

Droga jest naprawdę kręta.

Tu jest większy spokój, nie ma takiego natłoku aut jak na Transalpinie, spotykamy jedynie zbieraczy jagód, których tu jest bardzo dużo.

Jedziemy koło Rezerwatu Miru-Bora, a w oddali widzimy Lacul Vidra – Jezioro Vidraru powstałe poprzez utworzenie tamy na rzece Arges.

Teren, na którym jesteśmy to Góry Latoritei.

Jęzory Jeziora Vidra.

Chcemy być sprytni i szukamy skrótu, zbaczamy z trasy, jednak coś co wyglądało na drogę kończy się przy ścianie lasu, która jest na bardzo stromym zboczu. Stoi tam tylko opuszczony dom z budynkiem gospodarczym, teren wokół jest zarośnięty i widać, że od dawna nikt tu nie zaglądał. Musimy zawrócić. / 45*23’22” N ; 23*47’30” E /

Po kilkudziesięciu minutach znów jesteśmy na poprzednim traku. Jedziemy w kierunku Ciungetu.

Po lewej mijamy Rezerwat Padurea Latorita, zatrzymujemy się przy górskiej rzece, łowimy coś na ząb.

Jadąc przez Valea Latoritei mijamy dwie tamy: Baraj Petrimanu na Jeziorze Petrimanu i Baraj Galbenu na Jeziorze Galbenu.

Obóz mamy przed Jeziorem Galbenu 45*21’52” N ; 23*43’31” E, w Valea Latoritei praktycznie w Rezerwacie Lezerul Latoritei, który jest troszkę na zachód.

Dzień 5

Okolica, w której mamy nocleg jest chętnie odwiedzana przez lokalną społeczność. Obóz rozbijamy w sąsiedztwie rumuńskiej ludności, która to spędza w ten sposób weekend.

O 8.30 opuszczamy obozowisko i kierujemy się na południe do Vaideeni. Dziś do przejechania jest około 100km. Wjedziemy na dość sporą wysokość – 2125 mnpm. i osiągniemy maxymalną prędkość 84 km/h.

Widok na obóz

Powoli z doliny wspinamy się pod górę i z zalesionych dróg wjeżdżamy na otwartą przestrzeń.

Po prawej widzimy już Muntii Capatanii czyli w wolnym tłumaczeniu Góry Czaszka, które za chwilkę przejedziemy.

A za chwilkę na drugą, ta na zdjęciu poniżej na środku.

I już jesteśmy / 45*19’39” N ; 23*50’47” E /

Po zjechaniu ze szczytów wracamy na trak, droga jest chyba po remoncie, kamienista.

Zbliżamy się do miasteczka Polovragi, tu mieliśmy zobaczyć jaskinię ale zaglądamy tylko do Klasztoru Polovragi.

Wszechobecne na ulicach studnie. Mniej więcej co 50 metrów jest jakaś studnia, niektóre są zwykłe zaś inne bogato ozdobione.

Klasztor Polovragi dla mniszek. / 45*11’28” N ; 23*47’19” E /

Przed klasztorem widzimy prawdziwy wóz cygańskich romów, odbiega on nieco od opisywanych kolorowych wozów. Podczas kiedy robiłem zdjęcia zostałem skrzyczany przez właścicielkę wozu.

Postanawiamy zboczyć z traka i jedziemy na północ zwiedzić Jaskinię Muierilor zwaną też Jaskinią Babską /45*11’36” N ; 23*45’16” E /. Jaskinia jest na wysokości 650 mnpm, ma trzy poziomy o łącznej długości korytarzy 3,5 km. Jeden z poziomów jest udostępniony turystom. Podobno jaskinię zamieszkiwali zarówno ludzie jak i zwierzęta. Nazwa Babska wywodzi się z tego, że ukrywały się tu kobiety z pobliskich wsi w czasie najazdów tureckich.

Jaskinia jest dość niska i mokra. Przed wejściem do jaskini należy pamiętać, że wyjście jest około 2-3 kilometry dalej, więc czeka mała wycieczka.

Wracamy do Baia de Fier i jedziemy asfaltem do Novaci, gdzie jest mały ryneczek z głównie arbuzami, usiłujemy znaleźć jakąś lokalną knajpkę z lokalnym jedzeniem ale jest tylko …pizza.

Kierujemy się na miejsce obozu. Docieramy tam późnym popołudniem. Zaczyna padać deszcz, początkowa euforia zmienia się w niepokój, bowiem pada i pada i pada. Padało cały wieczór, w nocy chyba też i ranek był również mokry. Zabrana przypadkowo plandeka spełnia swoje zadanie chroniąc nas przed deszczem. / 45*11’25” N ; 23*36’52” E /

Dzień 6

Dzień 6 był długim dniem, przejechaliśmy 220 km, zrobiliśmy dwa dni w jeden.

Po wyjechaniu z obozu w miejscowości Crasna skręcamy w prawo w góry, po przejechaniu 2 km zatrzymują nas robotnicy, podczas rozmowy dowiadujemy się, że droga jest nieprzejezdna! Wieczorne i nocne ulewy spowodowały osuwiska i na drogach zalegają kamienie. Zostają nam rzekome atrakcje na drogach asfaltowych.

Drogą 665 jedziemy do Skansenu Wsi Wołoskiej. / 45*06’26” N ; 23*21’15” E /, który jest przy samej drodze. Początkowo zastanawiamy się czy wejść do skansenu? Pogoda też nie zachęca do wycieczek po świeżym powietrzu ponieważ zaczyna lekko padać, jednak decydujemy, że zwiedzimy.

Skansen jest we wsi Curtisoara, domy zostały sprowadzone z różnych miejsc i złożone ponownie.

Na uwagę zasługuje ten dom, część mieszkalna jest na piętrze i na piętrze ale na zewnątrz jest też toaleta. Mostek łączący dom z toaletą jest nawet zadaszony. Budowanie domów tak wysoko ma swoje uzasadnienie w ilości opadów śniegu w górach.

A to jest kurnik.

Od skansenu niedaleko mamy do większego miasta – Targu Jiu, tam stoi wątpliwej jakości atrakcja – Kolumna Nieskończoności rzeźbiarza Constantina Brâncu?iego.

Kolumna stoi w parku gdzie rosną fajne drzewa.

Infrastruktura naziemna robi wrażenie.

Szybko robimy wyjazd z miasta w kierunku północnym do miejsca obozu w rejonie Parku Defileul Jiului.

Około 13.00 jesteśmy na miejscu obozu, polanka nie zachęca do rozbicia obozu, podejmujemy decyzję o kontynuowaniu jazdy.

Za namową orga jedziemy do Parku narodowego – Parcul National Domogled Valea Cernei.

Sama dojazdówka przez Góry Valcan jest piękna.

Mijamy jakąś wioskę.

Jesteśmy niedaleko Parku.

Jest oczekiwany park.

Trasa przez park okazała się totalną porażką widokową. Nic tylko drzewa i krzaczory i drzewa i krzaczory. Może były dwa miejsca gdzie można coś podziwiać. Ogólnie nie polecam przejazdu przez ten park.

Zaplanowane miejsce obozu w okolicy jeziora Prisaca – pensjonat okazuje się zajęty, nie mamy sił i ochoty na namiot i własne jedzenie, postanawiamy jechać do Baile Herculane.

Nareszcie jakieś widoki – Jezioro Prisaca.

Baile Herculane, niesamowite miasto znane od czasów rzymskich. Uzdrowisko z gorącymi, radioaktywnymi źródłami.

Niestety docieramy do miasta w późnych godzinach wieczornych, szukamy noclegu, wynajmujemy pokoje w pensjonacie Speranta i idziemy na kolację do restauracji. Brak zdjęć 🙁

Dzień 7

Dziś równie ambitny plan. Jedziemy na południe do Orsowa, dalej piękną trasą wzdłuż Dunaju, do Droberta-Turnu Severin, dalej do Craiova, Pitesti, do Curtea de Arges tu cel dnia dzisiejszego Trasa Transfogarska, później na maxa do granicy przez Sibiu, Deva w kierunku Oradea. Padamy niestety jakieś 80 km przed Oradea. Tego dnia zrobiliśmy ponad 600km.

Ale od początku.

Dolina Dunaju, drogi są po obu stronach brzegów rzeki, a po rzece kursuje prom. Piękna okolica.

Na straganach, przy drogach, w sklepach ,wszechobecne, niezliczone ilości arbuzów…..

Trasa Transfogarska – Droga , którą trzeba przejechać…..

Spotkaliśmy starszą siostrę ze szwajcarii.

Jadąc od północy, na pierwszym słupie na tym tunelu uważny kierowca zauważy naklejkę z logo MD.

I zaczynają się niesamowite widoki, które przyciągają w to miejsce setki turystów z całego świata. Obowiązkowy punkt w Rumunii.

Jeden z osiołków dostał ciacho.

Prawie jak Krupówki.Można tu kupić dosłownie wszystko.

Tego samego dnia staramy się dojechać jak najbliżej granicy z Węgrami, w strugach deszczu około 23.00 , jakieś 100km przed granicą zatrzymujemy się w hotelu na noc. Około 6.00 rano dnia następnego ruszamy w dalszą drogę do Polski. W domu jesteśmy godzinę po północy.

KONIEC

]]>
ALBANIA 2012 MAY http://huskycruising.pl/2012/05/08/albania-2012/ Tue, 08 May 2012 12:13:36 +0000 http://huskycruising.pl/?p=1 4600 km, z czego około 1500 km po drogach Albanii w tym 95% off road Toyotą Land Cruiser 120

Wyprawę rozpoczynamy 26.04.2012 w godzinach popołudniowych, jedziemy do Częstochowy, tam nocleg i dołączamy do pozostałej ekipy wyprawy.

Trasa przebyta na terenie Albanii

albania

 

Nie jest dobrze, dyskoteka Land Rover się psuje w czasie kiedy już powinniśmy wyruszać, naprawiają ? około 14.30 jest gotowa. Jedno auto odpada z nieznanych przyczyn zostawiając na lodzie dwójkę pasażerów ? dołączają do nas,  Ola ? Rabbit oraz Paweł ? Legia . Około 15.30 wreszcie jedziemy. Trasa : Polska ? Czechy ? Słowacja ? Węgry ? Serbia ? Czarnogóra ? Albania.

O 15.40 ; 28.04.2012 docieramy do granicy Serbia ? Czarnogóra okazuje się, że granica jest zamknięta, wjazdu do tunelu strzeże koparka, musimy czekać.

 

 

Późnym wieczorem docieramy do pierwszego kempingu w Czarnogórze w Plav nad jeziorem Plavskim. 42°35’23.6″N 19°55’56.5″E.

Szybka kolacja i trzeba się wyspać po długiej podróży. Rano śniadanie i dalej w drogę ? Albania już niedaleko.

 

 

 

Żegnamy Montenegro

 

Dzień 1 w Albanii, 29.04.2012

Albania jeszcze do 1990 roku kraj niedostępny i zamknięty przez reżim komunistyczny.

Obecnie śmiało można stwierdzić, że jest najbardziej egzotycznym punktem na mapie na starym kontynencie.
Albania jest niewielkim krajem położonym na Bałkanach. Jego historia bierze poczatek czasów cywilizacji iliryjskiej, kultury greckiej i rzymskiej, wczesnego chrześcijaństwa i okresu bizantyjskiego, przez wieki panowania Turków Osmańskich, aż po najnowszą XX-wieczną historię. Zróżnicowane wpływy historyczne pozostawiły po sobie wielkie bogactwo kulturowe, w tym równoległość wyznań religijnych (islam, prawosławie, katolicyzm). Jednak władze komunistyczne zakazały w latach 1967-1990 wyznawania jakiejkolwiek religii, prześladując wyznawców i duchownych, wykorzeniając kulturę, a w 1968 roku Albania została ogłoszona przez komunistyczne władze pierwszym, w pełni ateistycznym krajem świata.

Jedziemy trasą od północy: Bashkimi, Qafe Perdolec, Dobrinije, Tamare, Brigje do Koplika

 

 

Pojawiają się pierwsze symbole dawnego reżimu Albanii i jej przywódcy, a raczej dyktatora Envera Hodża,y-  wszechobecne bunkry. Są ich tysiące, małe ? średnie i duże. Wykonane jako prefabrykaty, ustawione raczej przypadkowo i na pewno nie oparłyby się jakiejkolwiek sile ognia.

 

 

Jesteśmy już w Górach Północnoalbańskich lub Alpach Albańskich, po serbsku Prokletije  – Przeklęte, które stanowią część Gór Dynarskich.

 

 

Mamy okazję podziwiać Góry Durmitor, które są masywem Gór Dynarskich w Czarnogórze, a oznacza rzekę płynącą z gór.

 

 

Pogodę mamy jak na zamówienie, jest bardzo ciepło, świeci słońce, widoki super. Z gór spływa krystalicznie czysta woda, którą miejscami można dotknąć nie wychodząc z samochodu.

 

 

Na horyzoncie widać wioskę ? Tamare, planujemy tam postój, być może uda się coś zjeść.

 

 

Okazało się, że mieliśmy ucztę na obiad z miejscowych naturalnych produktów. Kawa cappucino tez była :)

 

 

Po odpoczynku około 16.00 opuszczamy gościnną wioskę.

 

 

Kierujemy się dalej na południe, słońce jest coraz niżej.

 

 

Droga przez góry nie należy do łatwych ale później będzie jeszcze trudniej. Kierownicą trzeba się nakręcić.

 

 

Dolina jak z lotu ptaka.

 

 

Wieczorem docieramy do Koplika.

 

 

Znów możemy podziwiać słynne budownictwo albańskie.

 

 

W Kopliku spotykamy Polaka, Brata Andrzeja ? Salwatorianina na misji, który proponuje nam gościnę w swoich progach. Chętnie korzystamy z zaproszenia. Tam spędzamy pierwszą noc w Albanii.

 

Dzień 2 w Albanii, 30.04.2012

Rano prysznic w cywilizowanych warunkach, śniadanko i w drogę. Żegnamy Brata Andrzeja. Plan na dziś ? wyjazd z Koplik  kierunek  Theth.

 

 

Droga początkowo asfaltowa zamienia się w szutrową. Jednak widoki troszkę nas niepokoją.

 

 

Dostajemy informację od tubylca, że droga do Theth jest nieprzejezdna :( , ponieważ pokryta jest śniegiem.

 

 

Podejmujemy decyzję o powrocie i ataku na Theth z drugiej strony. Na chwilkę zatrzymujemy się aby zdobić kilka zdjęć. / 42*23? 51? N ; 19*40? 59? E /

 

 

Nowa trasa wiedzie przez  Szkodrę, dość duże miasto, jednak zachowanie pieszych i zmotoryzowanych na ulicach powoduje stany przedzawałowe.

Mijamy wiele znaków drogowych, które noszą ślady kul.

 

 

Opustoszałe, przydrożne stacje benzynowe są dobrze zabezpieczone

 

 

Przejazd przez Szkodrę wymaga większej uwagi niż na drogach górskich. Panuje wszechobecny chaos.

 

 

Policjant zdaje się nie panuje nad sytuacją.

 

 

Cywilizacja jednak wkracza do Albanii, widać remontowane drogi ale zabezpieczenie studzienek jest dyskusyjne.

 

 

Powoli wydostajemy się z miasta. Kątem oka spoglądamy na zabytkowy most.

 

Mijamy tłumy młodzieży, która nas / mamy nadzieję / serdecznie pozdrawia.

 

 

W końcu jest droga na Theth, przejazd przez bród i wspinaczka

 

 

Chwila postoju i odpoczynek na kamienistym brzegu rzeki.

 

 

I dalej w górę.

 

 

Napotykamy most niczym z filmu Indiana Jones, odważni z naszej ekipy nawet wchodzą na nadszarpniętą zębem czasu konstrukcję. Ja zjeżdżam w dół na plażę pod mostem.

 

 

Napotkani miejscowi jak zwykle nas pozdrawiają.

 

 

Około 16.00 czujemy, że zbliża się pora obiadowa i naszym oczom ukazuje się ?.restauracja. Jednak czasy jej świetności minęły bezpowrotnie i nawet Pani Gessler nie zdołałaby jej uzdrowić.

 

 

Wkrótce pojawia się drużyna Land Rover,ovców.

 

 

Doimy krowę

 

 

I robimy sobie obiad nad strumyczkiem.

 

 

Górskie drogi powodują weryfikację niektórych elementów na aucie, i tak poddaje się naturze lampa dalekosiężna.

 

 

Odcinamy lampę i jedziemy dalej.

 

 

Zaczynamy rozglądać się za miejscem na nocleg.

 

 

Neonów Hiltona nie widać :(

 

 

Zbliża się 19.00 więc bierzemy co jest, w dole widzimy małą polankę nad rzeką, doskonałe miejsce na camping.

Rozłożenie namiotu dachowego trwa sekundę, przygotowanie kolacji pięć, resztę czasu wieczornego można poświęcić na rozmowy przy ognisku ze szklaneczką lub raczej.. ?z kubkiem zimnej whisky.

 

Dzień 3 w Albanii, 1.05.2012.

Przed godziną 7.00 jestem już na nogach, wilgoć od rzeki jest wszędzie, na słońce będziemy długo czekać ? jesteśmy w dolinie po zachodniej stronie. Wszyscy jeszcze w namiotach.

 

Grubo po godzinie 8.00 pojawia się na naszej polance słońce. A przed 9.00 jesteśmy prawie gotowi do dalszej podróży.

 

 

Przed nami droga do Theth, malownicza, trudna, poprzecinana wieloma brodami.

 

 

Mijamy opustoszałą wioskę, wygląda jak makieta do filmu, ruch jedynie daje sie zauważyć przy niewielkim sklepie przy drodze.

 

 

Niektóre z domów to monumentalne ruiny, inne znów, wyglądają na nadające się do zamieszkania.

 

 

Kolejny przejazd przez bród i widok w dół z okna od strony kierowcy.

 

 

Okolica którą podziwiamy nie jest jeszcze parkiem Theth, jeszcze parę kilometrów.

 

 

Z za zakrętu wyłania sie tablica informująca nas, że jesteśmy na terenie Parku Narodowego Thethi / Theth /, który ma powierzchnię 2630 hektarów i leży w Alpach Albańskich. Jak widać na zdjęciach, park nie jest łatwą zdobyczą, położony w dolinie Shala, z bardzo trudnym dojazdem.

 

 

Naszym oczom ukazuje się malownicza wioska Theti, w której bardzo szybko dostrzega nas chłopak o imieniu Francesco, znany z wielu opowieści internetowych. Jego znajomość angielskiego  / uczy się od turystów i z telewizji / i akcent jakiego używa oszałamia i powoduje podziw. Po krótkiej rozmowie, zaprasza nas do siebie, proponując sniadanie. Jedziemy we wskazane miejsce, chłopak załatwia z rodzicami sprawę śniadania. Czekamy jakieś 30 minut odpoczywając w cieniu nowobudowanego hotelu. // 42*23?47? N ; 19*46?26? E /

 

 

Drzwi do jednego z pomieszczeń noszą ślady bytności wielu ekip wyprawowych w to miejsce. Dołączamy też nasze.

 

 

Śniadanie jest już gotowe, jest to w zasadzie obiad i jakość przygotowania ponownie nas zaskakuje. Mamy zupkę, baraninę, własnej roboty masło, ser, miód, chleb oraz pyszna miętowa herbata.

 

 

Po tej uczcie Francesco proponuje być naszym przewodnikiem po okolicy.

Jedziemy w pobliże kościoła, który został wzniesiony w roku 1892. Mieszkańcy Thethi od początku powstania wsi byli katolikami rzymskimi, więc kościół był pierwszą budowlą wzniesioną na tych terenach, a jednym z pierwszych kapłanów był ks Shtjefen Gjeçovi, który zasłużył się nie tylko dla Thethi ale również dla całej Albanii. Ksiądz ten w 1917 roku otworzył szkołę i uczył języka albańskiego, czynili to również inni księża m.inn.  o. Marjan Prela, o. Daniel Gjeçaj, którego to reżim komunistyczny wygnał do Włoch.  Kościół, który w czasach komunizmu pełnił rolę ośrodka zdrowia,  dzięki mieszkańcom Thethi, którzy wyemigrowali do USA został gruntownie odrestaurowany.

 

 

Przy kościele zostawiamy auta i ruszamy pieszo w kierunku wieży kulla e ngujimit , która pełniła znaczącą rolę. Obecnie jest ona w bardzo dobrym stanie, wyremontowana dzięki wsparciu Holendrów. Vendetta –  Kanon panujący od wieków, tępiony przez komunę, prawo i obowiązek pomszczenia śmiercią członka rodziny, z udziałem wielu mediatorów trwający nieraz wiele lat. O co chodzi? Otóż, jeżeli ktos zabije sąsiada czy znajomego ucieka za granicę lub chowa się i czeka w ukryciu. Dawniej do ukrycia służyły owe wieże, wysokie warownie z małymi oknami i wciąganymi drabinami. W tych warowniach spędzali długie miesiące czekając na wyniki rozmów z mediatorami.

 

 

Narzędzia rolnicze nie zmieniły się od dziesięcioleci.

 

 

W Thethi jest wiele domów z kamienia, zbudowane dodatkowo na skałach, stanowiły rodzaj budynków obronnych. Jednym z takich domów jest napotkany po drodze Lulash Keq Boshi, w którym obecnie jest muzeum etnograficzne. Zbudowany na szczycie 9 metrowej skały.  W podziemiu było pomieszczenie dla bydła, powyżej pokoje dla mieszkanców, a na poddaszu pokoje gościnne. Charakterystyczne sa małe okna na południowej ścianie zwane: frangjia.

 

 

Dzieci przyglądają się nam z zaciekawieniem.

 

 

Przed wyjazdem z wioski sprytny Francesco proponuje nam za niewielką opłatą suuport do kanionu i wodospadu.

Grunas Canyon, ma 2 km długości i 60 metrów głębokości, a jego szerokość minmalna to 2 ? 3 metry , a maxymalna to 30 ? 40 metrów. Wody rzeki Theth płynące kanionem są krystalicznie czyste i bardzo zimne. Stanowią niewątpliwie wyzwanie dla fanów kajakarstwa.

 

 

Mozolnie kierujemy sie do wodospadu.

 

 

Wodospad Grunas spada z wysokości 30 metrów, jego wody pochodzą ze skały i ze śniegu, który zalega tu około 150 dni w roku.

 

 

Po męczącym trekingu, wracamy do samochodów, klima na maxa i jedziemy na południe tą samą drogą.

 

 

Zwierzęta domowe mają tu klawe życie, wolny wypas.

 

 

Jesteśmy znów w mieście Szkodra, chwilka na zakupy, i możliwość spróbowania albanskich hot-dogów. Wózek ustwiony na ulicy na skrzyżowaniu, ma kierunek na Europę. Ryb z chodnika raczej nie kupimy.

 

 

Po zakupach ruszamy w kierunku Komani, na camping gdzie spędzimy noc przed wycieczką promem.

Do campingu ?pod mostem? u Marco docieramy późnym wieczorem, okazuje się, że prom samochodowy nie kursuje,  kolacja, rozmowy i sen.

Dzień 4 w Albanii, 2.05.2012

Poranek w Komani, Camping u Marco jest marny, żadnych wygód, na próżno szukać tu prysznica bądź godziwej toalety. Jest ona jedna, a w zasadzie trzy w jednym: toaleta / narciarz / + łazienka + prysznic, warunki iście spartańskie. Na terenie dużo żwiru, trawka hmm?czy to napewno była trawka? Rano gdaczące kury z kurczętami..folklor. Jemy śniadanie i szybko na prom. Wieczorem uzgodniliśmy, że pasażerowie płyną promem, a kierowcy jadą odebrac grupę z Fierzë.

 

 

Podróż promem odbywała się po leniwych i brudnych wodach sztucznego Jeziora Komani na rzece Drin, która to jest najdłuższa w kraju i ma 285 km długości, trzy godziny spędzone ma małym promie z budą autobusu rekompensują widoki wijącej się wody wśród skał i zboczy wawozu. Na rzece zbudowano szereg zapór wodnych tworząc więcej sztucznych jezior, m.inn. Fierze.

 

 

Jak się okazało prom samochodowy stał w Fierze, tak patrząc na niego może i dobrze, że nim nie podróżowaliśmy.

 

 

Po kilku godzinach samotnej jazdy docieramy na przystań końcową promu. Nasza ekipa czeka na nas z utęsknieniem. Wskakują do klimatyzowanych pojazdów i ruszamy do Parku Narodowego Valbone. Zatrzymujemy się na tankowanie w Bajram Curri.

 

 

Droga, którą jedziemy z szutrowej zmienia się na kamienistą, jedziemy w zasadzie korytem rzeki, którą od czasu do czasu przekraczamy. Uprawiamy w skali micro tzw: ?rock crawling?.

 

 

Jedziemy w głąb szukając miejsca na camping.

 

 

 

Niebawem docieramy do miejsca, które wygląda jak z bajki. Dom nad urwiskiem, a z drugiej strony domu piękna polanka.

 

 

Na szczytach gór jest jeszcze masa śniegu.

 

 

Obmyślamy chytry plan jak dojechac na polankę za domem nad urwiskiem.

 

 

I po chwili jesteśmy w bajce.

 

 

Straty to przemoczone buty Weroniki.

 

 

Niedaleko od naszego obozowiska widzieliśmy po drodze knajpę, postanawiamy do niej zajrzeć i zjeść kolację.

Zamawiam rybkę, a inni mięso z kozy lub  jagnięcia, popijamy piwem Tirana.

 

 

Po powrocie do obozu, zwiedzamy okolicę, rozpalamy ognisko, ?..i idziemy spać.

 

 

Park Valbone, biorąc pod uwagę całą wyprawę, uważam za najpiękniejsze miejsce.

Koniec dnia czwartego.

Dzień 5 w Albanii, 3.05.2012

Poranek na polanie za Domem nad Urwiskiem.

Śniadanko, kawka, pakowanie i ruszamy. O 9.30 opuszczamy Park Valbone, powoli jadąc po kamieniach starym korytem rzeki. Docieramy do wioski gdzie robimy zdjęcia  na tle ruin jakich tu niemało.

 

 

Po chwili byliśmy świadkami kocenia się czarnej kozy. Kocenie owcy, dziwnie to brzmi!?  Kocenie odbywało się na skarpie z kamieni w pobliżu strumienia, warunki ekstremalne dla młodej kózki.

 

 

Droga powrotna tą samą trasą wydawałaby się nieciekawa ale w tych okolicznościach krajobrazu jedziemy tak jakby zupełnie inną drogą.

 

 

Na poboczu zepsute auto, fachowo zabezpieczone.

 

 

Jedziemy do Bajram Curri, gdzie chcemy uzupełnić zapasy.

 

 

W Bajram Curri postanawiam kupić albańską kartę SIM do iPada, znajduję sklep, kupuję kartę, obsługa sklepu docina mi standardową kartę do rozmiarów micro specjalną wycinarką, chcę również kupić doładowanie ale w tym sklepie nie mogę tego zrobić. Miła obsługa prowadzi mnie do innego sklepu, kupuję doładowanie. Wracamy, doładowujemy i ?..okazuje się, że karta SIM nie działa! Po kilkunastu minutach walki z kartą sprzedawcy poddają się i dają mi drugą kartę i drugie doładowanie gratis ! Koszt karty to 200Lek, a doładowanie 1000Lek za 1,5GB . I tym sposobem jesteśmy on-line, mogę pobierać mapy do programu MotionX i używać internetu nawet jak się później okazało wysoko w górach.

 

 

Jedziemy dalej, docieramy do miejsca gdzie odbieraliśmy naszą ekipę z promu i ruszamy trasą, której oni nie widzieli, a którą my już jechaliśmy.

 

 

Widoki nie przestają zachwycać, kierujemy się na Kukes.

 

Zaraz za  Kukes mamy zjazd na drogę szutrową, bardzo wąska i kręta droga dotarcza dużo wrażeń.

 

 

Niebawem mamy mijankę z samochodem ciężarowym, ja przyklejam się do skał po lewej stronie, a ciężarówka mija nas z prawej. Jak się za chwilkę okazało uszkodziłem wentyl i schodziło mi powietrze. Pozostała ekipa w tym czasie nawiązywała już kontakty z miejscowym mieszkańcem, który poprosił o papierosy, a w zamian zaprosił na kawę. I kiedy większa część ekipy delektowała się kawą, ja z Adamaem i Gorim zmienialiśmy koło.

 

 

Po kawie ruszyliśmy dalej.

Mijając po drodze gospodarstwo zobaczyliśmy, że jest  możliwość uzupełnienia wody. Po chwili pojawił się właściciel, który pozwolił nam nabrać wody, nawet zaproponował nocleg ale chcieliśmy jeszcze zrobić kilka kilometrów więc podziękowaliśmy.

 

 

Pod wieczór znajdujemy miejsce na nocleg. W zasadzie jesteśmy w wiosce o nazwie Zall Rec / 41*52?27?N ; 20*19?09?E /, w pobliżu domostw, a obok mamy szkołę i nieczynny meczet.

Osobiście mi ta lokalizacja nie pasuje ze względu na bliskość tubylców ale grupa zdecydowała, że jest dobra więc zostajemy.

 

 

Wieczór spędzamy przy ognisku, które płonie wydając dzwięki gitary.

 

Dzień 6 w Albanii, 4.05.2012

Poranek wita ostrym słońcem i mgłą opadająca na szczyty gór. O 6.30 chodzę po okolicy fotografując.

 

 

Szkoła, która jest powyżej nieczynnego meczetu posiada ciekawą tabliczkę.

 

 

Wstaje reszta załogi, głodna?..robimy  śniadanie.

 

 

Wioska też sie budzi, pojawiają się dzieci idące do szkoły, oraz te młodsze, które zaciekawione patrzą na nas.

 

 

Po chwili pojawiają się mężczyźni ze stadami owiec, które prowadzą na pastwisko.

 

 

Około 8.50 jesteśmy gotowi do wyjazdu, czekamy na resztę ekipy.

 

 

Po chwili ktoś przyprowadza osiołka i przywiązuje go do kraty okna meczetu.

 

 

W pobliżu naszego obozu, nieco poniżej jest ?.kibelek, nie wiem czy należy do szkoły czy też meczetu? Zdjęcie wnętrza jest w kompilacji.

 

 

Widok z okolic kibelka.

 

 

Około 9.30 jesteśmy już na trasie, dziś zdabywamy Park Lurës, który połozony jest na wschodnich zboczach Gór Lure.

 

 

Na drodze spotykamy dwa żółwie, oto jeden z nich.

 

 

Jedziemy dalej w dół.

 

 

Wjeżdżamy do doliny gdzie jest duża w miarę płaska przestrzeń.

 

 

Na chwilę się zatrzymujemy.

 

 

Jedziemy dalej.

 

D

roga staje się coraz bardziej niedostępna, miejscami podjazdy są tak kręte, że trzeba brać je na dwa razy.

 

 

W dolinie pojawia się wioska Fushe lure.

 

 

Ciekawym jest fak, że niedostępna górska wioska, do której można dojechać wyłącznie szutrowymi i kamienistymi drogami posiada jedną główną ulicę, która jest wyasfaltowana. Przed nieczynnym meczetem duży asfaltowy parking, na którym zatrzymujemy się i idziemy do miejscowego sklepiku zrobić jakieś zakupy.

 

 

Pomniki są nawet w tak małych wioskach.

 

 

Nieczynny meczet.

 

 

Wkrótce na drodze pojawiają się tablice informujące nas, że jesteśmy w Parku Lure.

 

 

Krajobraz jest dość surowy, a droga staje się jeszcze trudniejsza. Pojawiają się też naturalne przeszkody.

 

 

Kamienie są ostre, a koleinami płynie woda.

 

 

Na trasie naszego przejazdu pojawia się kolejny problem, tym razem trudny do pokonania.

 

 

Załogi, profesjonalnym sprzętem dzielnie przygotowują teren do przejazdu./  41*47?31?N ; 20*12?24?E  /

 

 

Land Rovery z trudem pokonują napotkaną przeszkodę.

 

 

Jednak ta przeszkoda okazała się niczym w porównaniu do tego co było dalej. Na wysokości około 1600 mnpm śnieg zalegał w większych ilościach co uniemożliwiło kontynuowanie dalszej jazdy. Ostatecznie zawróciliśmy i na wysokości 1400 mnpm rozbiliśmy obóz.

 

 

Przed nami ostatnia noc w Albanii, jutro wracamy do Polski.

Dzień 7 w Albanii, 5.05.2012  – powrót 

Poranek wysoko w górach okazał się rześki, w nocy ponoć na namiotach był szron.

 

 

Wcześniej pisałem, że krajobraz w Parku Lure jest surowy, dowodem na to są wyschnięte drzewa, których jest bardzo dużo i nie są to pojedyncze sztuki. Dodatkowo można zauważyć na gałęziach drzew iglastych sporych rozmiarów kokony.

 

 

Po śniadaniu i zabiegach higienicznych, planujemy trasę powrotną. Jako, że jesteśmy na wschodniej ścianie, a do granicy mamy 60km, jedziemy przez Macedonię.

 

 

Kierujemy się na Peshkopi, miasto oddalone jest o 20 km od granicy. Tam planujemy naprawić moje koło, zatankować i zrobić ostatnie zakupy.

Droga powrotna dostarcza nam wspaniałych widoków. Spotykamy pięknie pozującego Dudka zwyczajnego.

 

 

Przed nami ostatnie chwile z Albanią.

 

 

Pojęcie ekologii tu nie funkcjonuje, tu widać jak ktoś myje samochód w rzece.

 

 

Przed nami Peshkopi, zatrzymujemy się na tankowanie. Uwagę zwraca zestaw gaśniczy na ścianie stacji benzynowej.

 

 

Przy drodze znajdujemy warsztat gdzie można naprawić koło.

 

 

Obok wulkanizacji jest warsztat rzemieślniczy gdzie wykonywane są ręcznie narzędzia ogrodnicze typu: sikiery, motyki, maczety. Robione są one z resorów samochodowych.

 

 

Jedziemy do centrum miasta i rozbiegamy się po uliczkach.

 

 

Jakiś tubylec ciągle zaglądał mi w obiektyw.

 

Kolejny przykład pracy rzemieślniczej, tu wykonywane są ręcznie naczynia z blachy ocynkowanej.

 

 

Kupno sera sprawiło wiele kłopotu, w górach pewnie nie byłoby problemu ale w mieście trzeba było się naszukać. Znaleźliśmy bezpośrednio w furgonetce.

 

 

Przed sklepem można spotkać owieczkę.

 

 

Czas ruszać w dalszą podróż, przed nami daleka droga do domu.

 

 

Macedonia wydaje się być w porównaniu do Albanii krajem bardziej uporządkowanym.

 

 

Spotkaliśmy dwie tęcze.

 

 

Gdzieś na kolejnej granicy.

 

 

Późna kolacja na parkingu.

 

 

Choć przejazd przez Słowację był tylko autostradą, zjechaliśmy do najbliższego miasteczka aby obowiązkowo zjeść wysmażany syr z kofolą :)

Na Słowacji rozstaliśmy się też z resztą ekipy, która to pojechała na północ w kierunku Polski, a my na zachód przez Czechy, Niemcy do Polski.

W godzinach wieczornych docieramy do domu.

Koniec wyprawy.

]]>