oman – HuskyCruising http://huskycruising.pl Z pasji podróżowania Wed, 23 Jul 2025 15:19:26 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.9.4 http://huskycruising.pl/wp-content/uploads/2023/06/cropped-logo_kula_HC-32x32.png oman – HuskyCruising http://huskycruising.pl 32 32 OMAN 2014 NOVEMBER http://huskycruising.pl/2014/11/20/oman-2014-november/ Thu, 20 Nov 2014 09:02:48 +0000 http://huskycruising.pl/?p=12263 Oj dawno nas tu nie było, powracamy do Omanu po raz trzeci dla przepięknych widoków i wspaniałej natury w każdej postaci.

„Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czy­tają tyl­ko jedną stronę”

IMG_2890

Podróż zaczynamy w piątkowy wieczór przejazdem do Szczecina, skąd w nocy we trójkę czyli Monika , Weronika i ja transferujemy się do Berlina na lotnisko Tegel. O 6.00 mamy krótki lot do Amsterdamu gdzie spotykamy się z pozostałymi uczestnikami wyprawy: Pyrką, Emsi,m i Stefanem. Oczekiwanie na kolejny lot na Amsterdamskim lotnisku Schiphol:  kawa, ciacho i poszukiwanie Free WiFi.

IMG_2817

Około godziny 10.00 jesteśmy już na pokładzie samolotu do Muscatu, przed nami męczący 8,5 godzinny lot z międzylądowaniem w Doha. Jedzenie w samolocie jak zwykle podłe ale mamy swoje kotlety mielone, mojej produkcji muffinki i jakieś drobne przekąski 🙂 nie umrzemy z głodu. Z nogami gorzej, nie mam co z nimi zrobić, gdzie je podziać?

Niewiele po 21.30 czasu miejscowego lądujemy na lotnisku w Muscacie, po odczekaniu w długiej kolejce kupujemy wizy i odbieramy bagaże z taśmy / wszystko jest /. Na lotnisku wita nas Jurek. Załatwiamy sprawy związane z wynajęciem samochodu i wymianą waluty. Nasza trójka udaje się do pobliskiego hotelu na noc, tam odpoczywamy przed tym co nas czeka.

IMG_2825

Hotel standardem odbiega od naszych wyobrażeń ale nie po to tu przylecieliśmy aby spać w hotelach. Zarezerwowaliśmy pokój dwuosobowy z prośbą o dostawkę dla dorosłej osoby. Po przybyciu wstawiono dodatkowe łóżko. Pokój dość duży, okno z widokiem na zaplecze centrum handlowego.

IMG_2826

Niezłe opakowanie do pilota.

HUS_3216

Dzień 1

Wstajemy w miarę wcześnie, toaleta i śniadanie w hotelowej restauracji. Noo śniadanie to bardzo niewłaściwe słowo, to co podano na szwedzkim stole woła o pomstę do nieba. Obok hotelu jest centrum handlowe gdzie robimy jakieś podstawowe zakupy oraz kupujemy kartę do telefonu Omantel. Około 10 dołączają do nas Jurek, Pyrka, Emsi i Stefan i ruszamy w trzy samochody przez góry Jabal Halwi na południowy-wschód na Wahiba Sands.

Do użytkowania dostaliśmy nówkę sztukę Toyota Land Cruiser j200 V6 z automatyczną skrzynią biegów w pięknym kolorze biała perła z przebiegiem niecałe 4 tyś. Po oklejeniu jej w nasze logo ruszamy.

HUS_3218 HUS_3219

DSC_4998 DSC_5000

Dojazd do Wahiba Sands.

DSC_5005

HUS_3221

HUS_3222 HUS_3226

Wadi al Khabbah.

HUS_3229W okolicy Bidiyah z szutrowej drogi wjeżdżamy na piaskowy trak zwany Bidiyah Camps Road i zagłębiamy się w diuny.

DSC_5019 DSC_5022

Wahiba Sands to pustynny rejon Omanu nazwany tak od plemienia Bani Wahiba, zajmuje obszar 12.500 km2, gdzie czerwony piasek tworzy wydmy sięgające 100 metrów wysokości.  Po drodze napotykamy lokalnych beduinów na wielbłądach. Widok sielankowy, a może to stylizacja?

HUS_3231 HUS_3236Rozkoszujemy się jazdą i zaglądamy do Campu Al-Raha Tourism Camp z bungalowami dla „niemieckiego” turysty. Jest nawet plac zabaw dla dzieci.

DSC_5024

Nieco dalej odbijamy z głównego traka na zachód i wbijamy się wyżej na diuny aby tam spędzić noc.

Nie jest łatwo.

DSC_5039 DSC_5050

Milion Stars Hotel HUS_3245

Noc zapada bardzo szybko. Zrobiliśmy dziś 300km.

HUS_3251

Dzień 2

Budziły już nas podczas poranków na wyprawach : psy, kozy, owce, krowy, osły ale Camele po raz pierwszy 🙂

DSC_5074

HUS_3265

Podeszły bardzo blisko, przywitały się, może liczyły na jakąś przekąskę ?

HUS_3266

I poszły w siną dal.

HUS_3269

Poranek zapowiadał się piękny

HUS_3274

Plan na dzień dzisiejszy to dojechać do plaży nad Oceanem Indyjskim w okolicy Bar al Hikman. Jazda wyłącznie po bezdrożach, szerokich trakach piaskowych i szutrowych.

oooo jeszcze jakiś zabłąkany pieszczoch się znalazł

HUS_3280

Ruszamy

HUS_3286

HUS_3287 HUS_3289Wybór drogi, problem taki odpada

HUS_3301

Camel na spacerze biegnie za samochodem.

HUS_3307

HUS_3292

HUS_3300

Interwencja, na bagażniku dachowym coś się poluzowało.

DSC_5103 DSC_5110

Z piaszczystych dróg na chwilkę tylko wracamy na asfalt aby dojechać do Muhut na obiadek by po chwili rozkoszować się kawą w interiorze.

HUS_3328

DSC_5120

W takie miejsce dojeżdżają tylko Toyoty.

DSC_5124 HUS_3318DSC_5120 HUS_3316Mała myszka pustynna w sypkim piachu próbuje wykopać norkę.

DSC_5134

Krajobraz zmienia się co chwilkę. Gdyby tak trochę trawy dodać to byłaby sawanna.

HUS_3337 HUS_3338 HUS_3339

Kompletne odludzie i pustkowie, pojedyncze drzewa i rozległa wioska beduinów.  Warsztat samochodowy musi być.

HUS_3341 HUS_3344

Domek i obok bojler z ciepłą wodą 🙂

DSC_5137

Lokalne wysypisko śmieci.

DSC_5142

Wkrótce krajobraz znów się zmienia i już wybrzeżem jedziemy do miejsca docelowego i naszego noclegu nad brzegiem Oceanu Indyjskiego na półwyspie Bar al Hikman w okolicy Ras Zaywari. Dziś przejechaliśmy 244 km.

DZIEŃ 3

Okazuje się, że ocean dość mocno szumi w nocy 🙂

Poranek i widok rekompensuje tą małą niedogodność.

DSC_5163

HUS_3392

Okoliczności w jakich spędziliśmy wieczór, noc i poranek.

DSC_5152 DSC_5155 HUS_3390 HUS_3393 HUS_3397

Plaża w Bar al Hikman o wschodzie słońca.

HUS_3398

Jakowyś „obcy” tu lądowali?

HUS_3403

Stół szwedzki i obsługa na stanowisku

HUS_3409

HUS_3408

Przed opuszczeniem tego malowniczego miejsca pozwalamy sobie na odrobinę frajdy z jazdy po plaży.

HUS_3450 HUS_3464 HUS_3485

Weronice jazda po plaży też się podoba

HUS_3494

Nasza trójka 🙂

HUS_3495

Po wspaniałej zabawie, jedziemy około 3 km wzdłuż wybrzeża i wkraczamy w bardzo minimalistyczny solny krajobraz. Główny trak jest twardy, jednak odleglejsze tereny to niebezpieczna sabhka.

Łodzie rybackie tuż przy plaży.

HUS_3503

DSC_5171

W promieniu kilkunastu kilometrów nic a nic po horyzont.

HUS_3505 HUS_3506 HUS_3509 HUS_3511

Chyba GPS mu wysiadł 🙁 To smutne ale niestety nigdy podczas pobytu w Omanie / trzy krotnego / nie udało nam się zobaczyć żółwi, żywych żółwi. Ślady na piasku owszem i martwe sztuki. Kiedy byliśmy pierwszy raz w Omanie widzieliśmy wyrzuconego przez ocean martwego żółwia na plaży, za drugim razem na wyspie Masirah jakieś 500 m od plaży również martwy, jednak już tylko skorupa i kości. Trzeci raz niestety również martwy, zdjęcie poniżej.

DSC_5173 HUS_3508

hahaha, paparazzi 🙂 jedynie EMSI jakby nieśmiały. Po naszej zachodniej stronie mamy zatoczkę Ghubbat Hashish.

HUS_3512

HUS_3513

Przy wyjeździe stoi znak ostrzegawczy.

DSC_5177 HUS_3514

Kierujemy się na północ wzdłuż Wadi Halfayn do miasteczka Hiji gdzie zatankujemy paliwo.

HUS_3516 HUS_3517 HUS_3519

Szkoła

HUS_3520

i szkolne autobusy

HUS_3521 HUS_3522 HUS_3523 HUS_3525 HUS_3526

Po wypiciu nieznośnie słodkiej kawy ruszamy na południe zobaczyć troszkę ptactwa w okolicy Filim u ujścia Wadi Halfayn.

HUS_3533 HUS_3535 HUS_3542 HUS_3547 HUS_3554 HUS_3555

DSC_5186 DSC_5192 DSC_5196 DSC_5200 DSC_5201 DSC_5205 DSC_5207

Po nasyceniu oczu troszkę innymi kolorami jak dotychczas jedziemy na południe.

Ciekawskie dzieciaki na swoim podwórku.

DSC_5179

DSC_5210 DSC_5212 DSC_5215

DSC_5220 DSC_5222

HUS_3559 HUS_3560

Docieramy do rybackiej wioski Al Khaluf i zaglądamy do jednego z tutejszych warsztatów samochodowych.  Tu zatrzymujemy się na dłużej

DSC_5223 DSC_5228 DSC_5242

HUS_3562 HUS_3563 HUS_3564 HUS_3565 HUS_3566 HUS_3567 HUS_3568 HUS_3570 HUS_3573 HUS_3574 HUS_3575 HUS_3577 HUS_3578 HUS_3579 HUS_3580 HUS_3585

Jak to po naszemu by nazwać? wulkanizacja?

HUS_3586 HUS_3587 HUS_3588 HUS_3589 HUS_3590 HUS_3592 HUS_3593 HUS_3594 HUS_3595

W Polsce by jeszcze wyklepali

HUS_3596 HUS_3597

Co córeczka fotografuje?

HUS_3598 HUS_3599 HUS_3600

20 psi szczęścia i radości

HUS_3601

u nas nie do zdobycia

HUS_3602 HUS_3603 HUS_3604 HUS_3605 HUS_3606 HUS_3607

Tego dnia duuużo jeździmy po plażach i w ich pobliżu, właśnie kierujemy się dalej na południe, a po drodze mamy niesamowite White Dunes w Ras Bintot.

DSC_5257 DSC_5258 DSC_5260 DSC_5263 DSC_5268

selfi musi być

DSC_5272 DSC_5274 HUS_3616 HUS_3623 HUS_3632 HUS_3637 HUS_3638 HUS_3641 HUS_3646 HUS_3648 HUS_3651 HUS_3653

Dzień obfitował w niesamowite widoki czas na odpoczynek, pod drzewkiem.

HUS_3654

Po lanczu jedziemy na Cinnamon Desert, gdzie zanocujemy. Słońce na każdym kroku udowadnia nam, że ono tu rządzi. Okolica Bantawt w Al Wusta .

HUS_3658 HUS_3664 HUS_3665

Przedsionek Cinnamon Desert.

HUS_3670

HUS_3671 HUS_3672 HUS_3674 HUS_3677 HUS_3684 HUS_3689 HUS_3697 HUS_3700 HUS_3701 HUS_3706 HUS_3708

Poniżej w oddali pod drzewami nasz obóz

HUS_3709 HUS_3711 HUS_3713 HUS_3718 HUS_3720

DSC_5285 DSC_5287

Po przejechaniu niecałych 200 km, oddajemy się leniuchowaniu, patrząc na gwiazdy.

DZIEN 4

Na Cinnamon Desert, która leży w rejonie Al Wusta jestem po raz trzeci jednak za każdym razem nocleg jest w innym miejscu. Na przestrzeni dwóch lat można zauważyć jak zmienia się krajobraz. Ta stosunkowo niewielka piaszczysta pustynia z pojedynczymi drzewami oraz ciemnymi i błyszczącymi skałami zachwyca swymi kolorami, których intensywność zmienia się wraz z położeniem słońca. Podczas tego pobytu Cinnamon Desert była dla nas łaskawsza niż podczas wyprawy w marcu 2012 roku kiedy to wiał silny wiatr unoszący miliardy ziarenek piasku, które zjadaliśmy z każdą łyżką ryżu.

HUS_3725 HUS_3726 HUS_3727

DSC_5293

Spektakularne wydmy …

HUS_3729

… mieszają się z samotnymi drzewami

DSC_5302

HUS_3730 HUS_3731 HUS_3737 HUS_3739 HUS_3740 HUS_3741

HUS_3742 HUS_3743 HUS_3747

Po raz kolejny odwiedzają nas o poranku Camele , zerkają zdziwione i odchodzą.

HUS_3751 HUS_3753

Niektóre kończą swój żywot w nieznanych okolicznościach, a piasek raz zakrywa ich szczątki, a raz odkrywa.

DSC_5292

HUS_3756

DSC_5297

Opuszczamy nasze miejsce noclegu klucząc pomiędzy wydmami i roślinnością.

HUS_3758

Niesamowite dzieło natury.

DSC_5324

HUS_3761

To drzewo jeszcze kilka lat temu było całkowicie odkryte, a zanosi się na to, że wkrótce jego korona zniknie pod piaskiem.

HUS_3764 HUS_3766

DSC_5340

HUS_3775 HUS_3780 HUS_3785

HUS_3787 HUS_3789 HUS_3790 HUS_3792 HUS_3794 HUS_3798 HUS_3799

HUS_3800 HUS_3802 HUS_3805

DSC_5331 DSC_5332 DSC_5333 DSC_5337 DSC_5338 DSC_5339 DSC_5345

HUS_3823

Z żalem opuszczamy piękną Cinnamon Desert i drogą asfaltową kierujemy się na południe do Ad Duqm gdzie tankujemy i jemy lunch. Po lewej mijamy Rock Garden  jest to miejsce z niezwykłymi formami skalnymi, które zostały wyrzeźbione przez miliony lat przez wodę i wiatr.

Lokalna restauracja, okienko podawcze 🙂

HUS_3829 HUS_3830 HUS_3832

Zakupy w lokalnym supermarkecie.

Zwraca uwagę niezwykły wystrój, który to jest związany z Narodowym Świętem.

DSC_5347

HUS_3834

DSC_5346

Nawet samochody są odpowiednio przyozdobione na cześć sułtana.

HUS_3838 HUS_3841

Za Duqm odbijamy na wschód i docieramy na plażę w Ras Markaz.

HUS_3844 HUS_3845 HUS_3846 HUS_3850 HUS_3853 HUS_3854 HUS_3855 HUS_3856 HUS_3858 HUS_3860 HUS_3866

Na plaży odbywa się niezwykły spektakl z udziałem rybaków, którzy wrócili właśnie z połowów i ptactwa, które ma okazję na posiłek, bez wysiłku kradnąc ryby bezpośrednio z kontenerków.

HUS_3869 HUS_3870 HUS_3871 HUS_3872 HUS_3873 HUS_3874 HUS_3875 HUS_3876

DSC_5372

HUS_3880 HUS_3881 HUS_3883 HUS_3884 HUS_3886 HUS_3888 HUS_3889 HUS_3891 HUS_3894 HUS_3895 HUS_3896 HUS_3897 HUS_3904 HUS_3908 HUS_3912 HUS_3913 HUS_3915 HUS_3919 HUS_3924

Nieco dalej za Ras Madrakah opuszczamy drogę i przebijamy się po nieznośnie pagórkowatym terenie do plaży.

HUS_3925 HUS_3926 HUS_3929

Docieramy do Wadi Tharif z Three Palm Trees Lagoon, miejsce gdzie próbuje się odtworzyć las namorzynowy.

HUS_3930 HUS_3932 HUS_3935

Plaża i woda o temperaturze powietrza zachęcają do zabawy w Oceanie . Zostajemy tu na noc. Przejechaliśmy dziś 230 km.

HUS_3946

DZIEŃ 5 

Ocean był dla nas łaskawy, przypływ nie zmył nas do otchłani. Przed nami ciężki dzień, do przejechania mamy prawie 600 km. Krajobraz piaszczystej plaży nad Oceanem zamienimy na piaszczystą Empty Quater.

DSC_5378 DSC_5379 DSC_5381 DSC_5388 HUS_3968 HUS_3969

No chodź … przed nami kolejny dzień 🙂

HUS_3970 HUS_3972

ooo catering już działa

HUS_3973 HUS_3976 HUS_3977 HUS_3981

Jeszcze zerknięcie na Wadi Tharif

HUS_3988

Na poboczu napotykamy samotnie stojącą 40 – stkę.

HUS_3993

Grupa MD 🙂

HUS_3998 HUS_4003

Miłośnik białej broni i …. zabawek ?

HUS_4005

Nawet klimatyzatory z logo Toyota

HUS_4006

Weronika, Jurek, emsi, postój w Hayma

HUS_4007

mkniemy …

HUS_4013

widok na kokpit , kobiety dowodzą

DSC_5399

Strefa około naftowa, kontrole policji i wojska w okolicy Barik

HUS_4014

Wyczailiśmy wejście USB do zestawu muzycznego, podłączamy iPhona

HUS_4016 HUS_4020 HUS_4026 HUS_4027 HUS_4028 HUS_4029

no niestety, kobieca część załogi musi przyodziewać dłuuugie spódnice aby pokazać się w sklepie czy knajpie

HUS_4030 HUS_4032

Dobrze jest mieć wśród znajomych większych wariatów od siebie 🙂

HUS_3994 HUS_4033

Na nocleg docieramy na Empty Quarter.

DZIEŃ 6

Wieczór spędziliśmy przy ognisku , jednak długo nie dało się posiedzieć ponieważ wiał dość silny wiatr, który szybko nas dosłownie zasypywał piachem. Namiot postawiliśmy na zawietrznej koło samochodu aby nas nie zwiało 🙂

HUS_4040 HUS_4045

DSC_5408 DSC_5411 DSC_5412 DSC_5417 DSC_5418

HUS_4050 HUS_4053

Północna część EQ na którą dojechaliśmy nie jest tak spektakularna jak jej południowe krańce.

HUS_4056 HUS_4060 HUS_4064 HUS_4065 HUS_4066 HUS_4069 HUS_4073 HUS_4076 HUS_4081 HUS_4088 HUS_4093 HUS_4094

Dzień bez kopania to dzień stracony.

HUS_4105

DSC_5424 DSC_5436

… widziałem orła cień ….

HUS_4113

wspinaczka nie jest łatwa w sypkim piachu

HUS_4118

HUS_4119 HUS_4121 HUS_4129 HUS_4133

DSC_5468 DSC_5469

Droga powrotna i znów patrole wojska, jednak nie zatrzymują nas do kontroli.

HUS_4166 HUS_4170 HUS_4174 HUS_4180

Z dróg szutrowych zjeżdżamy na grząski piach – sabhka, wymaga to upuszczenia powietrza z kół.

HUS_4185

DSC_5471 DSC_5474 DSC_5477

w tym upale bieganie pod górkę to naprawdę wyzwanie, Weronika ściga się z Jurkiem.

HUS_4189 HUS_4191 HUS_4194 HUS_4198

styl grecki w Omanie

HUS_4205 HUS_4207 HUS_4212 HUS_4213 HUS_4214

no niestety było miękko

HUS_4216

DSC_5482

HUS_4217 HUS_4218 HUS_4228

DSC_5488 DSC_5501

HUS_4238

Niestety coraz częstszy widok w Omanie, kilometrami ciągnące się rurociągi z gazem bądź ropą, utrudniają swobodne poruszanie się po tym pustynnym kraju.

HUS_4240 HUS_4241 HUS_4246

Docieramy do znanego już miejsca jakim jest Ducky Rock

HUS_4250

DSC_5514

DSC_5515

HUS_4253 HUS_4254 HUS_4259 HUS_4263 HUS_4266 HUS_4269 HUS_4270 HUS_4271 HUS_4272 HUS_4273 HUS_4278 HUS_4279 HUS_4280 HUS_4281 HUS_4285 HUS_4286 HUS_4287 HUS_4289

Zmęczone , padnięte …

HUS_4292

Z Jurkiem jadę kilkaset metrów dalej aby zrobić kilka zdjęć zachodzącego słońca nad Ducky Rock, jest pięęęęęęknie.

HUS_4313

DZIEŃ 7 

Poranek pod kaczką 🙂

HUS_4329

DSC_5527 DSC_5530 DSC_5532 DSC_5541 DSC_5542 DSC_5545

To z tego mniej więcej miejsca robiliśmy wczorajsze nocne zdjęcia

HUS_4332 HUS_4334 HUS_4335 HUS_4337 HUS_4339 HUS_4342 HUS_4343 HUS_4352 HUS_4357 HUS_4361

Ruszamy w drogę powrotną na północ. Zapuszczamy się w rejon archeologiczny Quarry i lekko błądzimy pośród czegoś w rodzaju kopalni kruszyw mineralnych.

HUS_4366

Okazało się , że znaleźliśmy się na drodze, która należała do koncernu naftowego i nie powinniśmy byli się tam pojawić. Ten pan nie mógł pojąć jak my tam się znaleźliśmy?

Jakiś czas musieliśmy za nim jechać.

HUS_4367

Kawka w Adam

HUS_4368 HUS_4373

Na parkingu przed centrum handlowym Lulu w Nizwa , zakupy na ostatnią noc pod gwiazdami. Tu kupiliśmy mięso na grila 🙂 więc kolacja była wyborna.

HUS_4375

IMG_2858 IMG_2859 IMG_2875

I jesteśmy już w terenie górskim Jabel Asherqi w Górach Hajr , niestety niebo nie jest klarowne.

HUS_4393 HUS_4395 HUS_4397 HUS_4400 HUS_4401 HUS_4405 HUS_4407 HUS_4409 HUS_4412

Trasa w Wadi Bani Awuf jest bardzo malownicza i dostarcza wrażeń 4×4

HUS_4413

Jest nieźle

HUS_4414 HUS_4416 HUS_4417 HUS_4420 HUS_4421 HUS_4423 HUS_4428 HUS_4432 HUS_4433 HUS_4434 HUS_4435 HUS_4440 HUS_4443 HUS_4448 HUS_4450

Późnym popołudniem docieramy do Little Snake Canyon, a obok niego kilkadziesiąt metrów zatrzymujemy się na nocleg. W terenie górskim bardzo trudno o płaską  miejscówkę. Zatrzymujemy się obok drogi.

HUS_4452

DSC_5560

Kanion jest zamknięty z obu stron wysokimi klifami.

DSC_5567 DSC_5570

HUS_4455 HUS_4456 HUS_4458 HUS_4459 HUS_4460

Na szlaku mamy do pokonania wodę, trzeba zdjąć buty, na szczęście nie jest głęboko ale woda jest bardzo zimna.

HUS_4462 HUS_4464 HUS_4465 HUS_4468

Niezły widok i widać potencjał.

HUS_4470 HUS_4473

Schodzimy

HUS_4479

Skały są bardzo gładkie

HUS_4486 HUS_4488

DZIEŃ 8 

Nocleg spędziliśmy na bocznej drodze gdzie można było wygospodarować nieco płaskiej powierzchni.

HUS_4489 HUS_4490 HUS_4491 HUS_4492

Na zdjęciu poniżej widać nasze obozowisko 🙂

HUS_4494 HUS_4497 HUS_4498

To była ostatnia noc spędzona w Omanie, zmierzamy do Muscatu

HUS_4507 HUS_4509 HUS_4512 HUS_4517

Szkolne Busy

HUS_4519 HUS_4521 HUS_4524

Picupy służą tu do pracy, do ciężkiej pracy

HUS_4526

Bezpieczeństwo na stacji paliw

HUS_4528

Święto narodowe, więc nie żałujemy wody, trawa ma być zielona

HUS_4533 HUS_4542 HUS_4546

Czym niższy numer rejestracji, tym droższa blacha

HUS_4549

Obowiązkowy punkt programy, stary Suk

HUS_4551 HUS_4552 HUS_4554 HUS_4555 HUS_4556 HUS_4560 HUS_4564 HUS_4575 HUS_4576 HUS_4578 HUS_4579 HUS_4582

wisiorek (copy)

HUS_4583 HUS_4588 HUS_4590 HUS_4594 HUS_4595 HUS_4596 HUS_4604 HUS_4609

Niemcy na wakacjach 🙂

HUS_4612 HUS_4618 HUS_4619 HUS_4623 HUS_4631

Po zakupach na Suku idziemy na posiłek, który przytłacza nas ilością

IMG_2877 IMG_2878 IMG_2879

Podczas naszej wyprawy pokonaliśmy 2425 km

IMG_2881 IMG_2882

Byliśmy w Omanie po raz trzeci, czy pojedziemy tam kolejny raz?

]]>
OMAN 2012 OCTOBER http://huskycruising.pl/2012/10/12/oman-2012-10/ Fri, 12 Oct 2012 14:26:00 +0000 http://huskycruising.pl/?p=48 „Podróż jest jak małżeństwo.Podstawowym błędem jest myślenie, że możesz ją kontrolować”

Jesienny come back to Oman za nami?.

Wyprawa trwała od 3.10 do 12.10.2012, w tym czasie przejechaliśmy 3160 km, całkowity czas jazdy to 44h 23min, najkrótszy odcinek pokonaliśmy w 2h 24min, najdłuższy jechaliśmy 5h 51min.

3.10.12 tuż po północy jedziemy we trójkę  naszą J12 do Berlina,  zostawiamy auto na parkingu i jedziemy na lotnisko Tegel. Tam spotykamy Pawła ?Pyrka? i Janka ?Gałka?. Krótki lot mamy do Amsterdamu, gdzie czekamy na pięknym lotnisku Schiphol na samolot do Muscatu. Podczas odprawy dołączają do nas kolejni członkowie wyprawy:  Paweł ?Plum? z   żoną Agatą oraz Asia z Markusem. Tak więc już w 9 osób lecimy do Muscatu. Międzylądowanie mamy w Doha w Katarze, godzinny postój dłuży się w nieskończoność. Wreszcie około 21.30 czasu lokalnego jesteśmy na ziemi omańskiej.

Oman kraj leżący na półwyspie arabskim wielkością zbliżony do Polski jednak gęstość zaludnienia wynosi tu tylko 12 mieszkańców na 1 km2. Tak mówi teoria, w praktyce przez setki kilometrów nie spotkamy nikogo. Jeszcze rok temu musiałbym się zastanowić aby określić jego położenie na mapie świata i popukałbym się w głowę gdyby ktoś powiedział mi, że w roku 2012 odwiedzę ten wspaniały kraj dwukrotnie. Pomysł pierwszej wyprawy narodził się w listopadzie 2011 roku, wówczas w marcu 2012 roku pojechała ze mną moja młodsza 14 letnia córka Weronika, a po Omanie podróżowaliśmy wraz z moim przyjacielem Jurkiem, który mieszka na stałe w Muskacie. Jednak Oman tak mnie zachwycił, że już w czerwcu kupiłem bilety na samolot na kolejną wyprawę zaplanowaną na październik 2012 roku. Tym razem na tej wspaniałej wyprawie miało być 12 osób. Łącznie wynajętą Toyotą Land Cruiser przejechaliśmy około 6000 km.

Czego oczekiwałem od Omanu? Wysokich temperatur, odludnych miejsc, wspaniałych widoków, niekończących się bezdroży i piachu. Tak, tak piachu, bowiem w Omanie leży największa piaskownica świata. Lot trwa jakieś 12 godzin, oczywiście jest przesiadka i międzylądowanie jak wspomniałem wcześniej. Na miejscu trzeba wykupić wizę za 5 RO, dostajemy ładny stempelek do paszportu, odbieramy bagaże z taśmy, uff wszystkie są, które trzeba przed wyjściem jeszcze prześwietlić i skontrolować, to wydaje się tylko formalnością. Otwierają się drzwi i Sułtanat Omanu stoi przed nami i czeka na zdobycie. Podróżowanie zaplanowaliśmy autem Toyota Land Cruiser GRJ200, kieruję się do znanej mi wypożyczalni samochodów, gdzie wita mnie ten sam Mr. Khalif, który obsługiwał mnie w marcu. wynajęcie wygląda jak kupno gazety w kiosku i trwa tyleż samo, formalności trwają chwilkę i nasze bagaże lądują w bagażniku zatankowanej do pełna Toyoty. Walutą obowiązującą w Omanie jest Rial, a banknoty są….plastikowe, jest to chyba trzeci kraj na świecie, który ma plastikowe banknoty. Wymieniam dolary amerykańskie na Riale, kupuję kartę sim do iPada i ….. w drogę.

Odbieram kluczyki i pakujemy bagaże do Toyoty. Plum w tym samym czasie pakuje się do swojej GRJ200 identycznej jak moja. Asia z Markusem niestety dostają Mitsu Pajero ale jak się później okazało nie był taki zły. W między czasie pojawia się spóźniony Jurek w swojej J100, do niego pakują się Pyrka i Gałka. Dołącza również piąte auto GRJ200 z Ryśkiem ?Nudzio? z córką Ingą i żoną Ulą. Wszystkie auta są białe :)

Tak więc jesteśmy w komplecie: 5 aut, 13 osób, 6 kobiet i 7 mężczyzn?..aha i pies?jamnik Trop.

Start, odpalam Toyotę, która przez kolejne dni będzie naszym domem, benzynowy silnik V6 pięknie mruczy, uśmiech mnie nie opuszcza mimo zmęczenia i późnej godziny. Jedziemy na najbliższą stację benzynową zrobić małe zakupy, głównie woda do mycia i soki do picia. Już podczas marcowej wyprawy odkryliśmy gęsty, bardzo smaczny sok w niezliczonej ilości rodzajów, którego mieliśmy zawsze chyba kilkanaście litrów. Wyjeżdżamy z rozświetlonego Muscatu, stolicy Omanu autostradą wijącą się wśród gór, które występują tylko w północnej części kraju. Góry są nagie, pozbawione roślinności, trudno dostępne i zbudowane głównie z piaskowców i wapieni. Środkowa część kraju zmienia swój charakter na nizinny i nie przekracza 300 m npm, dalej na południe i południowy zachód znajdziemy już tylko pustynię Rub al Khali. Pokonujemy kilometry jadąc na południe. Gdzieś o 4 nad ranem po przejechaniu około 400 km, skręcamy w lewo z asfaltu na drogę szutrową, jeszcze kilkanaście kilometrów i jesteśmy na Al Huqf, z dala od wielkiego świata i zgiełku miast. Rozgwieżdżone, niewiarygodnie czyste niebo nad nami, a wokół pustynia i skały, spokój i cisza. Rozkładamy namiot, tzn. wyrzucam w górę bo mamy qaczuchę, jeszcze napompować materace i spać. Jesteśmy zmęczeni, ponad 24h na nogach, szybko zasypiamy.

Dzień 1 , 4.10.2012 czwartek

Budzi nas słońce, a temperatura wygania z namiotu, w którym nie można wytrzymać. Przed nami zaczyna się pierwszy dzień wyprawy. Głęboki wdech pustynnego powietrza i poranna kawa przygotowana na ognisku stawia na nogi. W miejscu, w którym jesteśmy znajdziemy niezliczone obrazy i formy natury. Są skały liczące sobie ponad 600 milionów lat, wadi i nieliczna roślinność pozwalająca jednak na to aby wielbłądy mogły się pożywić, a my z tego co wyschło na wiór zrobić ognisko. Okolica zachwyca kształtami skał, które raz zdają się być zwierzętami by za chwilkę pokazać się jako grzyb lub kwiat. Wrócimy jeszcze w tą okolicę podczas powrotu, a tymczasem jedziemy dalej na południe. Podróżowanie po drogach asfaltowych Omanu jest wielką przyjemnością, bowiem są one proste i w bardzo dobrej kondycji, a ruch samochodów szczególnie na południu kraju jest znikomy. Nawet w przypadku gdy istnieje potrzeba naprawy danego odcinka robiona jest nowa zastępcza droga prowadząca równolegle do naprawianej o jakości identycznej jak droga docelowa, nie istnieje pojęcie mijanki tak często występującej w Polsce.  Niewyobrażalne i niepojęte. Podróżowanie głównymi drogami pozwala też na uzupełnienie paliwa w naszych samochodach, które tankujemy zawsze nawet gdy jest to 10 czy 20 litrów, pozwala to na bezpieczne i w miarę bezstresowe kontynuowanie jazdy.  Tankowanie odbywa się na włączonym silniku i w zasadzie nie ma potrzeby wychodzenia z auta. Człowiek, który obsługuje dystrybutor zajmuje się nalewaniem paliwa i kasuje pieniądze, zwykle mówię z uśmiechem ?do pełna?, przy cenie litra benzyny równej jeden złoty przychodzi to z łatwością.

Po południu jemy obiad w przydrożnej restauracji, które zwykle są prowadzone przez hindusów i serwują hinduskie jedzenie. Wyboru nie ma, nie dostaniesz karty z menu na kilka stron, zamawiamy ryż z kurczakiem i sałatkę, czyli Biriani Chicken. Ryżu jest bardzo dużo, zajmuje on cały duży talerz i na szczycie leży kawałek kurczaka, na osobnym talerzyku jest sałatka / wielkie słowo, zwykle kilka plasterków sałaty, pomidora, cebuli /oraz sos, bardzo ostry sos. Zdarza się, że danie dostajemy na dwóch talerzach, wówczas trzeba zgarnąć ryż z jednego talerza na drugi, o co chodzi? Nie wiem. W restauracjach, no może barach są w pomieszczeniu głównym tzw. myjki. W tych co nie mają gwiazdek jest to coś w rodzaju korytka i trzech lub czterech kranów, a te co mają gwiazdki są umywalki. Goście myją ręce przed posiłkiem i po, wynika to z tego, że lokalna ludność je rękoma, nie używając widelców. Kwestie sanitarne pozostawiam w domyśle.

W okolicy Mughshin mamy dość jazdy na dziś, zaraz zapadnie zmrok więc szukamy miejsca na nocleg. Zjazd z asfaltu w lewo w małe diuny i po kilkudziesięciu metrach znajdujemy dobrą w miarę płaską miejscówkę. Nie obywa się bez kłopotów, na dojeździe pierwsze wpadki. Jadące przede mną kilkanaście metrów auto  zakopuje się, więc zatrzymuję się i nie mogę już ruszyć. Gołymi rękoma odgarniam gorący piach spod kół aby uwolnić auto, do przodu , do tyłu i ruszam. Ustawiamy auta i rozkładamy namioty do noclegu. Jesteśmy na pustyni, a jednak wokół nas jest dość dużo materiału do rozpalenia ogniska, na którym przygotowujemy kolację. Rysiek poluje na skorpiony…ryz chyba mu nie smakuje. Najedzeni zasiadamy przy ognisku ze szklaneczkami Chivasa z lodem i opowiadamy o podróżach tych dalekich i bliskich.

Dziś przejechaliśmy 360 km.

Poranna toaleta w tym klimacie to prawdziwa przyjemność, korzystamy z butelkowanej wody, której temperatura jest w sam raz do użycia, nie trzeba podgrzewać, a jako kabinę prysznicową używamy specjalnie kupionego namiotu, który pozwala na odrobinę intymności i nie trzeba zasuwać kilkanaście metrów aby skryć się za diuny, no chyba , że chce się coś poważniejszego, wtedy nie ma wyboru.

Dzień 2 , 5.10.2012 piątek

Dziś ostatni etap dojazdu na Empty Quarter. Dziura w tylnej prawej oponie Ryśka zmusza nas do zatrzymania, okazuje się, że ma wbity pręt stalowy o średnicy jakieś 4 mm. Sprawnie i w zespole wymieniamy koło na zapasowe i po kilkunastu minutach możemy jechać już dalej. Mając na uwadze, że kolejne dni spędzimy na kompletnym pustkowiu musimy mieć sprawne koła. Uszkodzoną oponę naprawiamy u tego samego wulkanizatora, u którego ja naprawiałem w marcu. Początkowo mechanik nie chce się podjąć naprawy mówiąc , że dziura jest zbyt duża i proponuje inną oponę za większe pieniądze. Upieramy się jednak i udowadniamy, ze da się naprawić. Kolejne tankowanie i wkrótce z asfaltu skręcamy na zachód na szutrowy trak prowadzący nas w kierunku Shisr, ostatniej cywilizacji na mapie. Jazda po tym traku to niesamowite przeżycie, jest prosty i równy jak stół, no może czasami zdarzy się jakieś miejsce gdzie trzeba zwolnić ale to rzadkość. Z pod kół unoszą się tumany kurzu, co wymusza od nas większe odstępy pomiędzy samochodami. Jedziemy miejscami z prędkością 120 km/h kierując się na zachodzące słońce. Shisr, ostatnia stacja benzynowa i niewielki sklepik gdzie można kupić zimną CocaColę, lodu niestety nie ma. Tankujemy na maxa zbiorniki i dodatkowe kanistry, jeden z kanistrów jest dziurawy i benzyna sika jak fontanna. Zaklejamy dziurę gumą do żucia, kawałkiem gumy z opony na to płaski kamień i całość owijamy pasem do zabezpieczania ładunku, działa. Teraz jesteśmy już zdani wyłącznie na siebie. Nie spotkamy już warsztatów ani sklepów, a zasięg telefonów komórkowych dawno się skończył. Nigdy nie należy jechać tu w pojedynkę, a dobrym pomysłem jest posiadanie telefonu satelitarnego.

Przy traku po którym jedziemy są słupy z jakąś linią, chyba energetyczną. Dziwne bowiem droga prowadzi w głąb niezamieszkanego terenu niedostępnej pustyni. Wkrótce zagadka zostaje rozwiązana, w głębi po prawej stronie jest teren jednostki wojskowej. My jedziemy dalej po traku, który jest poprzecinany nowo powstającymi wydmami, zmusza nas to do omijania tych większych i kluczenia zakosami.

I oto przed nami stoi największa piaskownica świata: Rub al Khali lub Empty Quarter, obejmuje ona 650 000 km2 powierzchni, jest 1000 km długa i 500 km szeroka, a największe diuny wznoszą się na wysokość 250 metrów. Temperatura sięga tu 60*C, a wilgotność 2%. To jest powód aby przyjechać do Omanu, ten fascynujący bezkres piasku i ogromne diuny. Czyste, ciepłe powietrze i cisza panująca wokół hipnotyzują, oczy otwierają się szeroko, a żuchwa opada na ziemię. Wczesnym wieczorem zatrzymujemy się na obóz, znajdujemy w miarę płaski teren wśród diun i to tak naprawdę wszystko czego potrzebujemy. Czujemy się jak na innej planecie.

Dzień 3 , 6.10.2012 sobota

Kolejny cały dzień spędzimy tylko na Empty Quarter, wstaję wcześnie aby podziwiać wschód słońca. Wspinam się po krawędzi diuny na najwyższy punkt, siadam urzeczony widokiem morza piasku w najgorętszym miejscu na ziemi.  Bezwietrzny poranek i przejrzyste powietrze pozwala na fotografowanie okolicy. Na piasku widać toczące się nocne, bogate życie zwierząt w dzień nie zauważalne, można dostrzec ślady zupełnie małe ale są też i większe, należące do jaszczurek, węży, skorpionów czy też pająków tzw. Camel Spiders.  Po kawie i lekkim śniadaniu ruszamy w głąb pustyni  na zachód w kierunku Arabii Saudyjskiej.

Bawimy się w piasku. Jeździmy po płaskim i po diunach. Okazuje się, że w tych warunkach doskonale spisał się iPad z MotionX, w/g którego miejscami nawigowaliśmy. Zdjęcia satelitarne choć nie bieżące, to znakomicie oddawały charakterystykę terenu.

Podczas przejazdu poprzez diuny Jurek dość mocno się zakopuje w mało bezpiecznym miejscu, auto stoi ustawione prostopadle do zbocza diuny. Zabezpieczamy auto poczepiąjąc liną do Mitsu Markusa i staramy się odkopać i przywrócić prawidłowy kierunek jazdy dla auta. Po jakiejś godzinie kopania w samo południe w palącym słońcu udaje się bezpiecznie sprowadzić auto na dół. Pozostałe auta jadą inną drogą.

Postanawiam dać uczestnikom wyprawy namiary GPS na mój skarb zakopany w marcu tego roku. Poszukiwacze błądzą, szukają, kręcą się i jedna załoga zaczyna jechać w prawidłowym kierunku. Jest to Plum z Agatą, mała wskazówka pozwala im odkopać skarb. Kilka kilometrów dalej zbieramy dary od wszystkich uczestników i zakopujemy zbiorowy skarb wyprawy. Po drodze robimy jeszcze zdjęcia i film promocyjny, dublom nie ma końca, a media są zakurzone całkowicie.

Dzień 4 , 7.10.2012 niedziela

Noc okazała się niespokojna, doświadczyliśmy burzy piaskowej. Wiatr szarpał namiotem, nie pozwalał zasnąć i powodował. że drobny piasek wdzierał się do środka przez otwory wentylacyjne. Rankiem po wyjściu z namiotu widok był taki jak przed naszym przybyciem. Wiatr ukształtował na nowo powierzchnię piasku zakrywając nasze wcześniejsze ślady. Zdjęcia, kawa, pakowanie i ruszamy?..po kilku dosłownie metrach chcąc przejechać przez diunę ?.zawisam na niej?..po kilku minutach jedziemy dalej.

Zajeżdżamy jeszcze na stację benzynową w Shishr, tankujemy i kupujemy zimne napoje, lodu niestety nie ma. Dogaduję się z obsługą ?restauracji? i przyklejam na drzwi wejściowe naklejkę MudDoctors. Żegnamy EQ.

Opuszczamy Empty Quarter, pięknymi, szerokimi i prostymi po horyzont drogami szutrowymi, na których bez problemu można osiągnąć prędkość powyżej 100 km/h.

Po drodze mijamy kilka farm rolniczych, tam gdzie jest dostęp do wody roślinność jest bujna i zielona ale są też miejsca gdzie woda ?uciekła? i sterczą tylko suche patyki za ogrodzeniem z drutu kolczastego.

W tej okolicy są też większe ośrodki hodowli roślin, które mają sprytny system nawadniania powodujący, że pola uprawne są ?..okrągłe, widać to doskonale ma zdjęciach satelitarnych.

Miejsce przez, które przejeżdżamy to historyczna lokalizacja Oazy Shishr / Wubar, Oasis of Shishr jest przykładem średniowiecznego grodu w rejonie Zatoki Perskiej. Stanowiska archeologiczne , które tu są reprezentują produkcję i dystrybucję kadzidła, jedenego z najważniejszych przedmiotów luksusowych handlu w starożytności od Morza Śródziemnego i Czerwonego do Mezopotamii, Indii i Chin. Shishr oddalone 180 km od Salalah, na pustyni było oazą i polem kempingowym na trasie z Nejd do portu Sumhuram.

Na trasie mamy miasteczko Thumrait obok, którego zlokalizowane jest lotnisko Thumrait Airfield i baza WFR. Robimy zakupy, pompujemy koła, Markusowi obsługa proponuje zakup czterech opon więc rezygnuje z ich usług i pompuje na stacji paliw. Idziemy do restauracji, dziś zamiast BirianiChicken jemy Chicken Masala ? troszkę lepsze mięso, mniej może spalone, kupa ryżu i surówka.

Przy stacji benzynowej spotykamy też ?białego? turystę, okazuje się , że kobieta jest ze Szwajcarii i na informację, że my jesteśmy z Polski jest mocno zdziwiona, bo myślała chyba, że powinniśmy zmywać gary w Anglii?!

Wyruszamy na wschód w kierunku Oceanu Indyjskiego. Mijamy Port Lotniczy w Marmul, wieże z płonącym gazem i miejsca wydobywania ropy naftowej. Krajobraz zmienia się co chwilę. Po polach naftowych pojawia się małe Wadi Shalim, by po chwili zmienić się w niesamowite wapienno-siarkowe formacje skalne, głęboki na jakieś 60 metrów klif zadziwia kształtami i kolorami. Dalej droga asfaltowa wykuta w skałach prowadzi wprost do Oceanu ? taka Brama do Oceanu Indyjskiego. Jedziemy na mały cypelek portu rybackiego, gdzie trafiamy na rozładunek ryb. Rybacy chcą na sprzedać rybę i chętnie pozują do zdjęć.

Odbijamy nieco na południe i w odległości około 100 metrów od Oceanu rozbijamy obóz. Jesteśmy niedaleko wioski Showaimiah. Pokonaliśmy niebagatelną odległość 468 km. z głębokiej pustyni EQ nad Ocean Indyjski.

Jedziemy na plażę, która usiana jest kopczykami zrobionymi przez kraby, jest też niestety dość brudno. Kąpiemy się w cieplutkiej ale słonej wodzie.

Dzień 5 , 8.10.2012 poniedziałek

Poranek w okolicy obozu. Przed poranną kawą wybieram się z aparatem wokół skały przy której biwakujemy.

Jedziemy do Showaimiah naprawić koło Ryśka ? znów. Okazuje się, że stanowimy nie lada atrakcję w małej wiosce. Naprawa trwa dość długo, mamy czas na penetrowanie okolicy, oglądamy warsztat, w którym w głównym pomieszczeniu jest na podłodze nawet dywan, w budynku jest łazienka i sypialnia, za budynkiem pod zadaszeniem kanał i reszta warsztatu.

Pojawiają się też kobiety z rękodziełem, oczywiście kupujemy jakieś lokalne wyroby ostro się targując, tzn. Jurek się targuje.

W wiosce toczy się powolne życie, fryzjer ma klienta, restauracja jest pełna mężczyzn, samochodami jeżdżą nieletni, po ulicy przechadza się Camel ? ot normalka.

Na stacji benzynowej spotykamy okaz Land Rovera Series, więcej ich będzie na Masirah Island.

Po naprawie koła kontynuujemy jazdę w kierunku ?Cinnamon Desert?. Wracamy do okolic Wadi Shalim i wybrzeżem jedziemy na północ. Zatrzymujemy się w okolicach Sawqirach, przy samej plaży na ogromnym parkingu wyłożonym kostką brukową, która kruszy się od soli tak samo jak barierka oddzielająca parking od plaży. Zaglądamy też do małej Oazy, jednak bez wody, mijamy wraki samochodów. Zbaczamy tez nieco z drogi aby zobaczyć kolejny niesamowity kliff w okolicach Ras Markaz, a w dole na plaży łodzie rybackie i rybacy na nich z impetem wpływających na plażę. Udaje mi się ?upolować? Flaminga Różowego, niby nic bowiem ponoć i w Polsce się pojawia, ale?.

O zachodzie słońca rozbijamy obóz przy dość dużym drzewie. Wieczorem przy kolacji rozmawiamy o wyprawach tych bliskich i dalekich, oglądamy zdjęcia na iPadzie ? tak , tak, pustynia, piach, zadupie i ?iPad.

Dzień 6 , 9.10.2012 wtorek

z piachu do wody?.słonej wody?.bezludna wyspa?

i tylko piach, suchy piach?..”Cinnamon Desert?

Wstaję dość wcześnie, no nie tak wcześnie jak Pyrka ale przed wschodem słońca. W mało komfortowej pozycji wychodzę z namiotu. Biorę aparat, drugi obiektyw i boso idę na diuny. Jest przyjemnie, piasek nie jest jeszcze gorący. Diuny i piach w tej części Omanu są zupełnie inne niż to co widzieliśmy na EQ, kolor, gradacja, ukształtowanie diun oraz ich wielkość. Diuny z jednej strony są łagodne, by na swoim szczycie z drugiej strony spaść prawie pionowo. Wiatr układa też fajne wzorki na piachu, co w połączeniu ze śladami zwierząt, które nocą tworzą liczne autostrady daje niezwykłe arcydzieła.

Wracam na kawę.

Jedziemy na prom, płyniemy na wyspę…

Maleńka Masirah Island.

Długim na jakieś 150 metrów mostem jedziemy do portu skąd odpływają promy na wyspę. Zacumowanych jest kilka promów ale samochodów jest mało, promy odpływają jak prom jest pełny. Koszt od jednego auta to 10 RO w jedną stronę. Wjeżdżamy na prom, jest gorąco więc nie gaszę silnika, klima chodzi. W zasadzie silnik wyłączałem tylko gdy szliśmy do restauracji lub na noc. Kurs trwa około 1,5 h, załoga na maxa pakuje pokład i ostatnie auto wręcz wciska na siłę.

Bierzemy aparaty coś do picia i idziemy na pięterko do miejsca przeznaczonego dla ludzi. Niewiele jest miejsc siedzących, a część z nich jest w pełnym słońcu, po chwili więc wracamy do chłodnego auta. Na iPadzie sprawdzam naszą pozycję i czas pokonany. Oglądam zrobione zdjęcia, by w końcu troszkę się przespać.

Gdy zbliżamy się do Masirah idę na dziób promu i staję na ruchomej rampie na krawędzi i podziwiam wyspę z morza. W porcie zacumowanych jest kilka tradycyjnych łodzi rybackich Dhow, promów i kilka mniejszych łódek. Są też wraki.

Sprawny zjazd z promu i jesteśmy na lądzie. Wita nas miasto Hilf, które szybko mijamy jadąc na południe wzdłuż wybrzeża.

Wyspa Masirah jest maleńka, ma 95 km długości z północy na południe i 12 ? 14 km szerokości. Od 1930 roku była tu baza wojskowa armii brytyjskiej, która w roku 1977 zakończyła tu swoją działalność, a cała infrastruktura została przekazana dla Royal Air Force of Oman.

Kilkunastominutowa jazda samochodem i jesteśmy już na południu wyspy, nieco dalej na południowym-wschodzie niedaleko wioski Sinfah planujemy miejsce obozu. Lokalizacja pomiędzy wodami Oceanu Indyjskiego, a niewielkimi górami wyspy na plaży i ze wschodem słońca w następnym dniu kusi?

Dzień 7 , 10.10.2012 środa

???..jak robinson cywilizował piętaszka ?

Poranek wita nas przepięknym wschodem słońca, kąpiel w cieplutkim Oceanie.
Dziś spędzimy cały dzień na wyspie, w planie objazd całej wyspy, zwiedzanie miasta Hilf, i kąpiele i byczenie i słońce?.

Jedziemy wschodnim wybrzeżem na północ, niedaleko wioski Amq na plaży znajdujemy wbite w piach szczątki wraku Dhow. To co zostało jest dość dobrze zachowane z powodu słonej wody, kunszt wykonania budzi podziw. Uszkodzenia tych tradycyjnych drewnianych łodzi są ponoć w tej okolicy częste z powodu dość płytkich wód i skalistego dna. Po zrobieniu kilku zdjęć ruszamy dalej, jednak piach na plaży jest dość miękki i nieuważna jazda kończy się ?.zakopaniem.

Po kilku minutach krążymy uliczkami miasta, zaglądając w głąb poza ?centrum?. Podglądamy codzienne życie i pracę, zaglądamy do sklepów i sklepików. Budynki niby podobne jednak tak różne od siebie, piękne bramy i drzwi wejściowe, słoneczna kolorystyka?Nad miastem krążą samoloty z RAF Masirah.

Na ?miejskiej? plaży jest sporo wraków łodzi rybackich, dziwne bowiem całkowicie blokują dojście do plaży od strony Oceanu. Ale w tym rejonie nikomu to nie przeszkadza.

Inną ciekawostką spotkaną tylko tutaj na wyspie jest duża ilość wiekowych samochodów marki Land Rover Series, głównie pickupy, stanowią one pozostałość po armii brytyjskiej.

Zatrzymujemy się w cieniu CoffeeShop,u i ustalamy wersję obiadową. Inga zdobywa informację o dobrej restauracji gdzie możemy zjeść dobrą rybę, mamy kartkę z nazwą więc idziemy. Restauracja jest dość spora, wewnątrz wszystkie stoliki zajęte, obsługa proponuje nam osobne zamknięte pomieszczenie / przeznaczone chyba dla rodzin i dla kobiet / lub stoliki na zewnątrz jednak pod dachem. Wybieramy stoliki na zewnątrz, jest gorąco ale znośnie. Pokazujemy kartkę z tym co chcemy zjeść, a kelnel ? kucharz ? przynosi nam surowe ryby aby pokazać co będziemy jedli ?! Kiwamy , że OK i składamy zamówienie, rybka oczywiście z ?. ryżem. Przygotowanie dań dla 12 osób troszkę trwa, jednak warto było czekać. Ryba doskonała. Kelner cały czas czujnym okiem obserwuje nas czy wszystko jest OK. Na zapleczu restauracji jest też toaleta.

Po pysznym i sutym obiedzie jedziemy poleniuchować nad Ocean.

Dzień 8 , 11.10.2012 czwartek

?..opuszczamy wyspę?.

Głos ludzki budzi mnie z uśpienia? To Pyrka z Gałką, ranne ptaszki..może śniadanie już podają?

Minęła ostatnia noc nad Oceanem Indyjskim, w którym poranna kąpiel jest jak ciepły prysznic w domu. Nie przebudza, więc kawa jest niezbędna. Po spakowaniu maneli idziemy kilkadziesiąt metrów wgłąb wyspy i napotykamy pustą skorupę żółwia, a wokół kości. Niestety jest to jedyny żółw jakiego spotkaliśmy podczas tej wyprawy.

Kierujemy się do portu promowego i z marszu mamy wjazd na prom, który jest nieco większy od poprzedniego, mieszczą się w nim cztery rzędy aut, wprawdzie dość ciasno ale mieszczą. Po chwili prom jest pełen i ruszamy w kierunku kontynentu. Tym razem w ogóle nie wychodzimy z auta. Po 1.5h prom przybija do brzegu na Shanna. Wjazd na stację benzynową, tankowanie, pompowanie kół, jakieś zakupy w sklepie, który wygląda jak mała hurtownia ? wszystko na półkach jest w kartonach.

Plan na dzień dzisiejszy dojechać do Al Huqf ale w miejsce gdzie jest Ducky Rock. Dojazd ma być trudny, miękki piach oraz sabkha.

Sabkha to płaska powierzchnia wyschniętego jeziora lub morza, na jej powierzchni jest skorupa z gipsu, soli i wysuszonego błota, a pod ta skorupą może znajdować się miękkie błoto ? jest to bardzo niebezpieczny teren.

Jedziemy na zachód, mijamy znane już tereny z drogi dojazdowej do wyspy. Wstępujemy do Muhut na jedzenie, BirianiChicken, a w chłodziarkach za szybkami króluje Mountain Dew, bardzo popularny napój w Omanie. Auto parkuję obok Toyoty Tundra, która jest na dubajskich blachach, a na pace ma kilka wiązek ?.siana, które pachnie tak sielsko, siano w Omanie jest ponoć lepsze od tego w Dubaju.

Zjazd z asfaltu na szuter i piach. Przed nami bezkresny interior.

Al Huqf stanowi w środkowej części Omanu bezludną pustynię, która składa się ze skał głównie wapiennych. Skały te ?starzeją? się z zachodu na wschód, od najbardziej widocznej Khuff do czerwonych piaskowców Ghariff szacowanych na 300 ml lat. Topografia terenu zaznacza się wzniesieniami 125 mnpm na zachodzie do płaskich sabkhach na wschodzie oraz liniowymi rzędami wydm na południu z miękkim piaskiem oraz piaskiem zaśmieconym płatkowatym czarnym krzemieniem. To wszystko powoduje , że teren jest bardzo trudno dostępny. Al Huqf jest częścią byłego Rezerwatu Oryksa ? biała antylopa arabska.

Dojazd do Ducky Rock jest naprawdę wyzwaniem, twarda skorupa kruszy się pod kołami niczym lód, wznoszą się tumany kurzu. W pewnym momencie czuję, że z lewym przednim kołem jest coś nie tak, chyba kapeć, zaczyna mnie ściągać w lewo. Nie zatrzymuję się i jadę dalej, kiedy dojechaliśmy na bardziej przyjazny teren okazało się, ze opona jest już przecięta.

Jesteśmy na miejscu. Wzgórze z Ducky Rock i Grzybami skalnymi. Chwilkę stoimy przy zadziwiającej skale w kształcie ?hmm kadłuba statku? , wąska, wysoka. Obok jest wzgórze ze skałą przypominającą kaczorka, w jego cieniu znajdujemy miejsce na obóz. Na miejscu nie ma opału więc jedziemy kilkaset metrów i zbieramy suche gałęzie na ognisko.

Dzień 9 , 12.10.2012 piątek

?..Goodbye, blue sky. Goodbye?..

I tak nadszedł ostatni dzień na ziemi omańskiej, nieuchronna chwila końca tej wspaniałej wyprawy zbliża się wielkimi krokami. Noc pod piórami kaczki była spokojna.

Ruszamy do Muscatu, do przebycia mamy ostatnie 400 km z czego zdecydowana większość po asfalcie. Zanim dotrzemy na trak musimy pokonać teren wykopalisk archeologicznych i teren jakiejś kopalni kruszyw. Nawierzchnia jest kamienista i drogi są pozacierane, a główny szutrowy trak miejscami jest pokryty małymi diunami. Jako, że mamy małe ciśnienie w kołach, zaraz na asfalcie jedziemy do najbliższego punktu, gdzie możemy dopompować po raz ostatni koła.

Północna część Omanu pokazuje nam swoje inne oblicze. Od miejscowości Adam zaczyna się teren górzysty, jedziemy pomiędzy dwoma masywami górskimi, Mount Nakhl i Al Hajar.

Muscat wita nas zadziwiającą czystością i przepychem jakiego nie widzieliśmy od 9 dni w interiorze. Auto muszę oddać z pełnym bakiem paliwa więc tankuję na stacji Shell, na której pracownicy są w gustownych firmowych strojach. Obok stacji paliw jest restauracja, w której jemy ostatni raz kuchnię indyjską.

Oczywiście trzeba jeszcze odwiedzić Old Muttrah Souk ? czyli targowisko, lokalnie nazywany Al Dhalam ? najstarszy souk w świecie arabskim. Al Dhalam znaczy Ciemność, z powodu ciasnych i zatłoczonych uliczek gdzie światło słoneczne nie docierało. Sprzedawcy nie są tak bardzo nachalni, jak w innych arabskich krajach. Kupujemy jakieś pamiątki i jedziemy na lotnisko. Rozstajemy się z naszą białą Toyotą, wszystko odbywa się na zupełnym luzie i bez spinania się. Nawet obsługujący wypożyczalnię Mr. Khalif zapomniał podłączyć terminal do kart płatniczych do sieci telefonicznej. Kierujemy się do odprawy bagażu i tu zonk?.mamy nadwagę, niestety musimy się rozstać z pewną kwotą pieniędzy. Żegnamy Jurka ? On zostaje, robimy zakupy w FreeDuty, mała kawka i do samolotu. W Amsterdamie rozstajemy się z Markusem i Asią oraz z Plumem i Agatą, Nasza trójka oraz Pyrka i Gałka lecimy do Berlina.

Następnego dnia rano jesteśmy już w Berlinie na obskurnym lotnisku Tegel, czekamy chwilkę na busa, który zawiezie nas na parking gdzie zostawiliśmy auto i dalej naszą czarną Toyotą mkniemy już do domku.

Dziękujemy organizatorom i wszystkim uczestnikom wyprawy za wspaniałą atmosferę.

Oczywiście nasza wyprawa częściowo ukazała się w Y Magazine Oman , zapraszam do lektury.

]]>
OMAN 2012 MARCH http://huskycruising.pl/2012/04/19/oman-2012-march/ Thu, 19 Apr 2012 08:39:35 +0000 http://huskycruising.pl/?p=1723 Wyprawa do Omanu, długo oczekiwana i długo planowana.

Troje ludzi, dwie Toyoty Land Cruiser, blisko 3000 kilometrów.

Wylatujemy 23.03.2012 z Warszawy, międzylądowanie w Istambule, długie godziny oczekiwania na kolejny lot umila nam kawa, zimne piwko i dostęp do internetu.

Mamy opóźnienie lotu o 25 minut, czekamy, o 23.30 jesteśmy w samolocie, przed nami 6h lotu z międzylądowaniem w Bahrainie.

O 6.30 lądujemy w Muskacie. Na lotnisku czeka na nas Jurek nasz przewodnik po Omanie, poznaje mnie po….Nikonie :). Niezwłocznie udajemy się po wcześniej zamówione auto, białą Toyotę Land Cruiser J200. Formalności nie trwają długo, obok wymieniamy $ na miejscowa walutę Riale. pakujemy bagaże i ….w drogę. Toyota jest zatankowana na maxa, bak na paliwo ma 140 litrów pojemności więc zasięg auta jest dobry.

Dzień 1 , 24.03.2012 – sobota

Kierunek na południe Omanu, jak najdalej od cywilizacji. Po drodze zatrzymujemy się na małe zakupy i jakieś jedzonko. Jurek poleca indyjskie żarcie Chicken Biryani / menu nie ma więc chyba nic innego też nie ma /, porcje są duże i smaczne, jemy i jedziemy dalej.

Po kilkudziesięciu kilomertach czas zjechać z drogi asfaltowej, spuszczamy powietrze w kołach i dalej do naszego pierwszego celu: Al Huqf jedziemy szutrem i piachem.

Krajobraz, który się przed nami roztacza zapiera dech w piersiach, oczy chcą być wszędzie i wszystko zobaczyć, na szczęście nie trzeba zawracać sobie głowy nawigowaniem , mamy przed sobą gajda . Przed nami otwiera się pustynia Al Huqf.

Skały, które tu występują mają około 600 milionów lat, a bogactwo form i kształtów powoduje zawrót głowy, a słońce i temperatura wzmagają tylko to wrażenie.

Kilkadziesiąt minut jazdy i docieramy na miejsce pierwszego postoju nocnego, wybór jest doskonały.

Po zaparkowaniu w cieniu idziemy zwiedzać i fotografować okolicę, głowa kręci się dookoła, aparat cały czas przy oku

Znajduję w miarę płaskie miejsce na qaczuchę, powoli słońce zachodzi, robimy kolację, na grilu smażymy kiełbasę, którą przwiozłem z Polski, po kolacji whisky lub rum z lodem i colą.

Po zmroku, zmęczeni idziemy spać. Ja wstaję wcześnie rano, przed wschodem słońca, biorę aparat i ruszam fotografować okoliczne miejsca i formy, na piachu widać, że mieliśmy w nocy gości wokół obozu.

Dzień 2 , 25.03.2012 – niedziela

Po śniadaniu ruszamy dalej w drogę, zatrzymująć się na chwilkę po drodze podziwiać inne miejsca.
Tankowanie w Omanie, wizyty na stacjach benzynowych to czysta przyjemność, powoduje uśmiech na ustach i radość. Krótko mówiąc : 100 litrów za 100 złotych.

Zatrzymujemy się na jedzonko w przydrożnej restauracji. Jako, że w tym regionie posiłki je się palcami do dyspozycji gości restauracji są miejsca gdzie można umyć ręce przed i po jedzeniu. Są też osobne lub wydzielone miejsca dla rodzin.

Pompujemy koła,

i ruszamy na Rub’ al Khali lub jak kto woli Empty Quarter – pustynia zawiera się pomiędzy 1000km długości , a 500km szerokości. Indyjscy robotnicy żegnają nas z żalem.

Przed nami do pokonania prawie 600 km na południe. Takimi drogami kilometry łykamy dość szybko.

Miejscami jedziemy 170 km/h, przed końcem dnia musimy dojechać do ostatniej stacji benzynowej przed EQ w Shisr. Po zjeździe z asfaltu na drogę szutrową nadal utrzymujemy dobrą prędkość. Docieramy do stacji benzynowej, tankujemy po korki plus zapas paliwa w kanistrach.

Przed nami już tylko głęboki interior, piach i słońce.

Znajdujemy wypalone do białości słońcem kości Camela.

Jest to miejsce, gdzie poprzednia ekspedycja z 2011 roku zostawiła „skarb”, wykopujemy go i ruszamy znaleźć miejsce na nocleg.

W zasadzie nie ma czego szukać, cienia nie ma, drzew nie ma, wody nie ma….tylko piach. Rozbijamy obóz, dzień drugi się kończy, cisza jaka panuje wokół tuli nas do snu.

Dzień 3 , 26.03.2012 – poniedziałek

Słońce leniwie wychyla się z za diuny pozwalając niektórym na dłuższy sen, ja już penetruję okolicę.

Miejsce, w którym jesteśmy to przedsionek EQ, choć są tu wydawałoby sie niewielkie diuny, zachwycają swoim pięknem.

Ruszamy w głąb, na zachód w kierunku Arabii Saudyjskiej, a do Jemenu mamy bardzo blisko.

O dziwo zaskakują nas znaki stojące na dawnych trakach na pustyni. Oczywiście stosujemy sie do przepisów i nie wyprzedzamy, nie bardzo jest tez jak, ponieważ cały trak pokryty jest małymi diunami, które musimy omijać.

Temperatura na razie nie dokucza, jest tylko 38*C.

Po chwili zaczynamy jazdę po diunach, wspinamy się swoimi Land Cruserami najwyżej jak się da.

Bawimy się jak małe dzieci w piaskownicy, a piaskownica jest sporych rozmiarów 🙂

The Rub 'al Khali lub Empty Quarter to największa pustynia piaszczysta na świecie, zajmuje obszar 650 000 km2. Największe wydmy osiągają wysokość 250 metrów, a piasek jest czerwono-pomarańczowy.

Ostra jazda na małym ciśnieniu w kołach skutkuje zdjęciem opony, trzeba naprawić, a wymiana koła w takich warunkach stanowi nie lada wyzwanie.

Po chwili jesteśmy gotowi do dalszej jazdy.

Zbliża się południe, słońce jest wysoko, temperatura jak na te porę roku niewielka, oscyluje w granicach 40*C.

Czas na lunch, szukamy miejsca, w którym można przygotować posiłek czyli potrzeba troszkę krzaczków na opał.

Po spakowaniu maneli, przed wyjazdem z miejsca odpoczynku zauważamy, że w mojej 200 schodzi powietrze, dziura jest na bocznej powierzchni opony, szybko wsiadam do auta i zjeżdżam z diuny na płasą i w miarę twardą powierzchnię aby zmienić koło.

Po wymianie jedziemy znów na diuny.

Wśród diun znajdujemy dobre miejsce na zakopanie mojego skarbu dla kolejnej wyprawy.

Przed zachodem słońca wspinamy się na wysoka diunę, Jurek z Weroniką robią zdjęcia.

Ja natomiast jeżdżę po diunach.

Na zdjęciu poniżej jest moja J200, ….to taki mały punkcik.

Po zabawie w piachu podejmuję jeszcze heroiczną próbę wejścia na diunę, jest ciężko, wspinaczka jest wyczerpująca.

Pod wieczór okazuje się, że wymienione koło tez nie trzyma powietrza. Jako, że nie mam już dobrego zapasu podejmujemy decyzję o opuszczeniu Rub’ al Khali.

Już o zmroku jedziemy zygzakiem omijając diuny, jedziemy bardzo wolno i ostrożnie. Zatrzymujemy się na kawę i małą kolację.

Nagle Weronika spostrzega coś ruszającego się pod kamieniem, na którym siedziała. Okazał się nim pająk : Solifugae lub inaczej camel spiders, wind scorpions.

Nocą docieramy do stacji benzynowej w Shisr, tankujemy i decydujemy się jechać ile sie da na północ. Około 24.00 jesteśmy w okolicy Qitbit, gdzie jest czynna stacja z wulkanizacją. Po 30 minutach mam naprawioną dziurawą oponę i w drugiej wymieniony wentyl, którym to uciekało powietrze.

Jedziemy dalej na północ w kierunku Haimy. W okolicach miasta jesteśmy około 2.00 w nocy, zjazd na głębokie pobocze i sen.

Dzień 3 kończy się, najdłuższy, wyczerpujący, obfitujący w doznania i przygody.

Dzień 4 , 27.03.2012 – środa

Plan na dziś, dojechać do oceanu, po drodze Duqm i ” Cinnamon Desert „.

Budzimy się na poboczu drogi przed Haimą, spałem w aucie, byłem tak zmęczony, że nie chciało mi się rozkładać qaczuchy.

Ruszamy do Haimy na małe zakupy.

Niespotykanym objawem w europie, a widocznym w Omanie jest po zakupie auta używanie go z folią na siedzeniach i na osłonach p/słonecznych .

Ruszamy do Duqm. Po drodze mijamy stada Cameli, które wypasają się na poboczach niczym u nas krowy z tą różnicą, że krowy zwykle nie przechodzą przez drogę.

Na zupełnych pustkowiach z ziemi wyłaniają się nowo budowane budynki.

W Duqm czas na śniadanie, zamawiamy coś w rodzaju jajecznicy, jednak jest to coś pomiędzy jajecznicą, a omletem. Do tego dostajemy chleb i colę.

Niedaleko Duqm, zupełnie przy drodze głównej jest magiczne miejsce „Duqm rocks gaden” gdzie skały sprzed setek milionów lat tworzą niesamowite formy przypominające zwierzęta ….i nie tylko…w skałach jest masa uwięzionych żyjątek morskich.

Chodząc pomiędzy skałami wykrzykujemy na głos nazwy zwierząt, które podpowiada nam wyobraźnia.

Kształty występujących tu form skalnych są zachwycające.

Czy to jest/było zwierzątko?

Tu była jakaś impreza.

Powoli kończymy wycieczkę.

Jedziemy na „Cinnamon Desert”

Na ” Cinnamon Desert ” docieramy w okolicy południa.

Wieje dość silny wiatr, a piach unosi się ponad powierzchnią ziemi.

Kluczymy pomiędzy diunami i parkujemy pod drzewem. Robimy późną toaletę i szykujemy jedzenie.

Nic tak nie smakuje jak ryż z ….piaskiem.

Wspinamy się na diuny i zwiedzamy okolicę.

Na szczytach diun wieje i sypie piachem.

Prócz piachu są tu też skały i nieliczne rośliny, po drzewach widać, że okresowo są zasypywane przez piach po czym znów są ponad piachem.

Czas kończyć wizytę na ” Cinnamon Desert „.

Jedziemy nad ocean, na białą pustynię do Khaluf gdzie będziemy nocować na plaży.

Po drodze pomagamy tubylcom wydostać się z piachu.

Na miejsce docieramy wieczorem, bierzemy kąpiel w ciepłym oceanie indyjskim / po raz pierwszy na wyprawie mamy bieżącą wodę /, kolacja o zachodzie słońca i wieczorne rozmowy ze szklaneczką whisky.

Dzień 5 , 28.03.2012 – czwartek

Budzi nas wschodzące, ciepłe słońce nad oceanem indyjskim, a jego wody delikatnie szumią rozbijając się o piękną plażę. Przed nami rozpościera się widok na ocean , a za nami niezliczona ilość wydm z białym piaskiem.

Wczesnym rankiem na plaży są tylko ptaki.

Pobudka i śniadanie.

Dziś jedziemy w okolice Ras al Ruways na białe diuny, które sięgają do oceanu.

Jedziemy brzegiem plaży, mając po prawej stronie ocean, a po lewej białe wydmy.

Spotykamy dwa inne auta, w których są turyści z Włoch, zatrzymujemy się przy martwym żółwiu.

Z plaży kierujemy się na wioskę rybacką, w której jest warsztat samochodowy. Zatrzymujemy się tam i dopompowujemy koła.

Okazuje się, że jest w tym warsztacie masa pięknych aut.

Po długiej sesji zdjęciowej ruszamy dalej.

W Omanie są znaki drogowe, które ostrzegają przed diunami na drogach i faktycznie trzeba uważać.

Po drodze do Wahiba Sands w Ras al Ruways, zatrzymujemy się na jedzonko i małe zakupy.

Są „myjnie” w knajpach o wysokim standardzie.

Zamawiamy to co zwykle.

Zakupy w sklepie, gdzie na progu leży właściciel.

Z gazet miejscowych dowiadujemy się, że w Omanie naszym śladem podąża wysłannik senatu polskiego.

Opuszczamy „cywilizację” i jedziemy dalej.

Osiągamy pierwszy zaplanowany na dziś cel podróży – Ras al Ruways.

Piach tu jest bardziej miękki i jaśniejszy niż na Empty Quarter.

Pobyt na Wahiba Sands psuje syf na plaży.

Obieramy kierunek na północ do Ras al Jinz, gdzie na plaży mają być żółwie.

Korzystamy z przydrożnego warsztatu i dopompowujemy koła.

W każdej mijanej mieścinie stoją piękne auta.

Mijamy tubylców na pickupie, machają do nas, nawet pies ma mordę zwróconą w naszym kierunku.

Do plaży w Ras al Jinz dojeżdżamy wieczorem, rozbijamy obóz.

Żółwi nie było 🙁

Dzień 6 , 29.03.2012 – piątek

Jest to już ostatni dzień naszej wyprawy do Omanu.

Poranek na plaży nad oceanem, noc była dość hałaśliwa ponieważ na brzegu było dużo skał, o które rozbijały sie fale.

Wstaję wcześnie, przed wschodem słońca. Nie byłem jedynym rannym ptaszkiem, jakieś 150 metrów obok nas widzę inną ekipę ze sprzętem foto robiącą wschód słońca.

Jak się później okazało lokalizacja obozu była zła, ponieważ plaża gdzie miały być tylko żółwie okazała się plażą rybacką i dość wcześnie zaroiło się od tubylców.

Na plaży były jedynie istniejące ślady żółwi, co świadczyło o tym, iż żółwie bywają w tej lokalizacji.

Przed przybyciem rybaków i ich rodzin udało mi się jednak zrobić kilka zdjęć.

Jedyny „żółw” w tym dniu, niestety kamienny.

Dalsza wędrówka po okolicy.

Rybaków jest coraz więcej. Są też dzieci, które na początku ciekawskie, później stają się natarczywe. Proszą o wodę, dostaja ją i przy okazji kradną cocacolę. Przynoszą nam rybę, którą chcą sprzedać. Widząc co się dzieje szybko zbieramy manele i opuszczamy plażę w pośpiechu.

Jedziemy do Sur.

Zatrzymujemy się na posiłek w restauracji, widać , że jesteśmy już w cywilizowanych warunkach.

Zamawiamy grillowanego kurczaka.

Widok z restauracyjnego tarasu.

Dzieci łowią małe rybki jako przynętę dla większych.

Jedziemy zwiedzać miasto.

Sur to historyczne miasto, punkt docelowy dla żeglarzy. Dawniej centrum handlu z Afryką, a później z Indiami, jednak poprzez otwarcie Kanału Sueskiego, znaczenie handlowe miasta zupełnie upadło. Sur ma miano miasta stoczniowego, gdzie budowano i buduje się tzw. dhow.

Wspomniane dhow – dwumasztowe, niewielkie statki, niektóre z nich mają nawet 100 lat.

i ptactwo

Odwiedzamy jeszcze kilka miejsc.

I kolejne spotkanie dhow.

Czas opuszczać Sur.

Kierujemy się na Muscat.

Po drodze, 25 km od Sur zaglądamy do starożytnego miasta Qalhat. Są tu ruiny jak głosi legenda grobowca Bibi Maryam, która to w latach świetności miasta zbudowała najpiękniejszy meczet na świecie. Miasto, które przez wiele wieków było nawjażniejszym portem zatoki Perskiej – Brama do oceanu Indyjskiego, dotknęły klęski: pod koniec XIV wieku trzęsienie ziemi, a w 1507 roku Portugalczycy splądrowali, a następnie spalili miasto i statki.

Qalhat Tomb, ?The Mausoleum of Lady Mariam?

Bibi Maryam była żoną Bahauddin Ayaz, księcia Ormuz, syna założyciela imperium Ormuz.

Dziś trudno sobie wyobrazić potęgę miasta, są tu tylko ruiny, piach i kamienie.

Budulec ma miliony lat.

Stromym zjazdem opuszczamy Tomb Bibi Maryam i udajemy się do Wadi Tiwi.

Wadi Tiwi ma 36km i kończy się w górskiej wiosce Mibam.

Wadi to wyschnięte koryto rzeki, które czasowo podczas pory deszczowej wypełnia się wodą. Są miejsca gdzie woda jest przez cały rok.

Muscat tuż, tuż

Mijamy po drodze kolejny posterunek wojska i policji, podczas tej wyprawy spotkaliśmy takich patroli około dziesięciu. Kontrola obejmowała paszporty, dokumenty auta, i prawo jazdy.

W Muscacie ostatni hinduski posiłek.

Land Cruiser do kupienia, stoi zakurzony, otwarte drzwi.

Jeszcze wizyta na suku, trzeba wydać pieniądze.

Do odlotu mamy jeszcze dużo czasu, postanawiamy zobaczyć meczet, jednak do środka wejść nie można, nie można nawet przekroczyć bramy meczetu.

Kończy się przygoda z Omanem.

Stan licznika przed oddaniem auta.

Oto uczestnicy wyprawy: Weronika / moja dzielna córka /, Jurek i Ja / po prawej /.

Special thanks go to Jurek, że mu się chciało….www.jerzywierzbicki.com

Poniżej do pobrania plik PDF, lokalne wydawnictwo na Oman gdzie została opisana częściowo nasza wyprawa.

Y Oman 03.2012

  Pozdrawiam

]]>