» Namibia 2018  ; part 2

Namibia 2018 ; part 2

Namibia 2018  ; part 2

day 7, 8, 9, 10 …

Dzień 7 ; 3.11.2018

Nasz namiot w Palmwag Lodge jest wyposażony we wszystkie udogodnienia, których można oczekiwać jak również te, które już w tym rejonie nie dziwią.

Słońce szybko wstaje dając nam znak aby nie marudzić.

Nasz namiot, w którym jest sypialnia, toaleta, prysznic.

Śniadanie z pięknym widokiem 

Czas ruszać w drogę, dzikie zwierzęta czekają abyśmy je dostrzegli.

I są , co prawda w oddali, pierwsze większe stado żyraf.

Jednak to nie żyrafy były powodem zatrzymania się w tym miejscu. Kilka kilometrów od Palmwag Logde łapiemy gumę, na równym jak stół szuterku. Okazuje się, że opona jest przecięta na boku co dyskwalifikuje ją do naprawy, a do Opuwo mamy około 250 km. Po drodze raczej nie przewidujemy miejsca gdzie moglibyśmy kupić druga oponę. Wymiana na koło zapasowe w temperaturze 36 *C przebiega sprawnie.

Spłoszony struś ucieka w pośpiechu.

Tuż przed zjazdem z głównej trasy w kierunku oczka wodnego i wodospadu Ongongo przy drodze jak zwykle stoją dzieci, które otrzymują od nas przybory szkolne.

Okazuje się, że dzieci jest więcej i w zasadzie co chwilkę się zatrzymujemy.

Dzieci jak można wywnioskować po lalce, która jest na sprzedaż to Herero.

Droga do wodospadu jest kiepskiej jakości i dojazd 4 kilometrów zajmuje nam sporo czasu.

Oczko jest płytkie , sięga mi jakoś tak do kolan, woda przyjemna. Nawet pod samym wodospadem jest miło.

Po chwili zjawił się jakiś większy autobus i wylało się z niego morze turystów, a to znaczy , że czas na nas.

Widok z góry na dolinę, w której jest też camping.

Znaki takie widujemy juz od jakiegoś czasu jednak nie spotkaliśmy jeszcze na żywo słonia.

Co chwilę mapa informuje nas, że przekraczamy rzekę lub rzeka jest obok nas, jednak są to tylko suche koryta. A niespełna tydzień temu te drogi były nie przejezdne z powodu obfitych ulew.

 Częstym widokiem, który nam towarzyszy od jakiegoś czasu są kopce termitów czyli termitiery. Niektóre osiągają wysokość około 4-5 metrów, a są ponoć i takie, które mają 12 metrów wysokości. Termity to najlepsi budowniczy wśród owadów.

No i mamy kolejna atrakcję dzisiejszego dnia, która nie pozwala nam się cieszyć tym co za oknem samochodu. … Kończy się nam paliwo. A najbliższa stacja paliw jest w Opuwo. Kiedy zaświeciła się nam kontrolka rezerwy mieliśmy do przejechania około 100 km. I wiecie co? Przejechaliśmy 95 km gdy dotarliśmy do dystrybutora. Zbiornik paliwa ma pojemność 80 litrów.

Kiedy już zatankowaliśmy paliwo trzeba było załatwić sprawę koła zapasowego. Jest sobota, wieczór. Potencjalne warsztaty zamknięte. Kręcimy się po mieście w poszukiwaniu miejsca gdzie kupimy jakiś zapas, pytamy jakiegoś lokalnego strażnika, który wskazuje nam miejsce gdzie być może coś załatwimy. To co nam oferują nie nadaje się nawet jako letnia opona, a o przeznaczeniu na szuter to już kompletna pomyłka. Jedziemy z jakimś lokalsem do jego znajomego, który ma szrot. Na miejscu ni stąd ni z owąd pojawia się gromadka dzieci, które zaczynają grać w gumę. To przedstawienie oczywiście ma ukryte tło 🙂 

 Są prezenty.

Wybieram oponę, która w jakimś stopniu nadaje się na zapas, coś trzeba mieć, przed nami setki kilometrów po szutrowych drogach. Wracamy do blaszaka – wulkanizacji, pracownik odpala agregat prądotwórczy i zamienia nam oponę. 

Jeszcze zakupy w sklepie gdzie mieszają się grupy etniczne Namibi.

I można odetchnąć przy kolacji po tym dniu pełnych wrażeń.

——————————————————————————————————————-

Dzień 8 ; 4.11.2018

———————————————————–

Widok z tarasu naszej lodgy

Jeszcze wieczorem wczorajszego dnia umówiliśmy się z gajdem na wizytę w wiosce Himba. Cena to koszt zakupu produktów spożywczych oraz prowizja dla gajda, która jak się okazało była lwią częścią naszej opłaty.

Około 8.30 spotykamy się na parkingu sklepu Spar, gdzie wszyscy chcą nam sprzedać wisiorki, bransoletki, kamyki i wszyscy chcą nam pilnować samochodu. Gajd już na nas czeka, pakujemy do samochodu to co kupił, a kupił niewiele. Worek mąki, jakieś sosy w proszku i inne drobnostki.

Po godzinie jazdy na północ skręcamy z głównej drogi i po kilkudziesięciu metrach parkujemy auto przy wiosce. 

Wioska to Oruhona, a w/g informacji gajda nazwa rodziny/plemienia to : Beduras Haus.

Widok na wioskę z zewnątrz.

Z satelitarnej mapy Google wioska wygląda jak poniżej. To klasyczny homestead złożony z chat ustawionych w okręgu. W centrum homestad plemienia Himba jest „okuruwo” czyli stale płonący święty ogień. Symbolizuje on przodków sprawujących pieczę nad wioską.

Po środku wioski jest zagroda dla bydła zwana – koral, która zwykle jest pusta, ponieważ bydło jest wypasane z dala od wioski. Wokół korala usytuowane są chaty, których wejście zawsze jest skierowane w jego kierunku. Jest to związane z tym, że bydło jest największą wartością dla Himba i decyduje o jego przetrwaniu. Krowy to żywicielki, a mleko i masło z niego robione to podstawa pożywienia Himba. Krowy to ofiara składana przodkom i bogom. Krowy łączą pokolenia, kiedy są przekazywane z ojca na syna i z matki na córkę. Himba wierzą, że stada są wieczne, a prawdziwy dom to: onganda czyli taki wokół, którego chodzą krowy, a gdy krowy wyruszają na pastwiska, onganda staje się: etundu czyli domem niekompletnym. Przy chatach są też mniejsze zagrody dla kóz czy też drobiu.

Poniżej magazyn/schowek i zagroda dla drobiu.

Chaty Himbów to stożkowate konstrukcje z pali drewnianych, związane i oblepione mieszanką krowiego łajna i błota. Posiadają podłogę, w której jest miejsce na ognisko, którym można ogrzać chatę w chłodne noce.

Drugie ognisko jest przed chatą i pełni funkcję – kuchni.

Dzieci Himba, wszędzie gdzie się pojawialiśmy, pierwsze były dzieci.

wewnątrz chaty …

Czy już wiecie co sprawiło tym dzieciakom największą radość podczas naszej wizyty w ich wiosce? LIZAKI 🙂 to była niesamowita radość w ich oczach.

Tych dwóch chłopaków dosłownie tańczyło z radości.

Obyczajowość Himba jest bardzo liberalna. Kobiety przez wiele tygodni nie zaspokajane seksualnie podczas nieobecności mężczyzn przygotowują się na ich przybycie. Przygotowują się także na przybycie krewnych swoich mężów, bo według tradycji Himb, gdy mężczyzna przyprowadzi do domu swojego krewnego to ten może zaspokoić seksualnie jedną z żon gospodarza. Szczególnie, gdy gospodarz jest już leciwy i ma w swoim domostwie kilka młodszych żon. Młode Himby nie mają także szczególnych zakazów co do czystości małżeńskiej – i jest to akceptowane przez mężów.

Sposób zaplatania włosów u Himba służy nie tylko ozdobie lecz jest równocześnie częścią kultury plemienia, który wiele mówi o statusie jej właściciela. Dziewczynkom podczas dojrzewania zaplata się drobne warkoczyki zasłaniające twarz niczym welon – to oczywisty komunikat dla mężczyzn wracających po długiej nieobecności w wiosce, iż nie jest to dla nich partnerka seksualna. Jeśli dziewczyna ma zaplecione włosy w grube warkocze i zarzucone do tyłu to zaprasza do wspólnego spędzenia czasu. Zaś mężatki na głowę zakładają skórzane dekoracje -embra, a włosy mają misternie związane w ozdobne sploty. Czy są prawdziwe? Często dopinane są treski 🙂 Także fryzury mężczyzn są nader oryginalne: młodzieńcy, którzy nie przeszli inicjacji seksualnej mają ogolone boki głowy zaś na jej czubku warkocz zapleciony do tyłu, sterczący niczym ogon. Dorosły mężczyzna rozdziela swój warkocz na dwoje, natomiast wdowiec obcina włosy do gołej skóry i na znak żałoby przez około rok nie nosi przykrycia głowy.

Wizyta w chacie Himba

Kobieta Himba uciera gałązki drzew i krzewów jako aromatyczną żywicę, najczęściej z  Commiphora multijuga ( omuzumba ),  olejek aromatyczny do Otjize – mieszanki masła jako tłuszczu i ochry. Mieszanina nadaje skórze głęboki pomarańczowy lub czerwonawy odcień. To symbolizuje bogatą czerwoną barwę ziemi i krew, esencję życia i jest ideałem piękna Himba. Himba używa otjize również na włosy. Otjize jest również używany do celów higienicznych z powodu niedoboru wody . Z biegiem czasu otjize odpada, usuwając brud i martwą skórę. 

Tu jest ucierana ochra z odpowiedniego kamienia.

W chacie śpi jakiś facet, a nie wygląda na wodza plemienia .

widok z wnętrza chaty 

Kobieta Himba karmiąca piersią małe dziecko. Widać wnętrze chaty, „majątek” zapewne mieści się w walizkach po prawej zamknięte na kłódki. Jest czysto i pachnąco.

Na pierwszym planie ognisko mieszczące się wewnątrz chaty, służy głównie do ogrzewania w chłodne noce.

Pojemniki na otjize, wykonane z rogu i skóry.

i wcieranie otjize w skórę

Opuszczamy wioskę Himba ale spotykamy jeszcze na naszej trasie wielokrotnie tę jakże niezwykłą grupę etniczną, która ciągle nas zadziwia i zachwyca.

Dziś dotrzemy do północnego krańca Namibii, rzeki Kunene i znajdujących się na niej wodospadów Epupa Falls. W języku Herero nazwa „Epupa” oznacza „pianę”.
Szerokość rzeki wynosi w tym miejscu około 500 metrów i tworzy szereg wodospadów na odcinku 1,5 km, z których najwyższy ma około 37 metrów.

Jedziemy „aleją” baobabów, jest ich mnóstwo. Mniejsze, większe i jeszcze większe. Przy wysokości drzewa 25m mogą osiągać średnicę 11m. Na jednym z nich są wbite poziomo w pień „schodki” po których można wdrapać się w okolice korony drzewa.

Monika przytula baobaba 🙂

Jak można być takim debilem i ryć w żywym drzewie?

Droga, droga też jest ważna, nie tylko sam cel …

Jeszcze zanim dojedziemy do lodgy kierujemy się na punkt widokowy na wzniesieniu gdzie mamy wspaniały widok na Epupa Falls.

Restauracja z tarasem zawieszonym nad rzeką pełną krokodyli.

w restauracji Monika dostrzega u jednej z kelnerek fajne klapki, okazuje się, że ma też na sprzedaż … oczywiście transakcja zakończona sukcesem, klapki hand made z używanych opon są juz na jej stopach 🙂

Nasza lodga, miejsce parkingowe nie mieści naszego Hiluxa 🙂

Epupa Falls Lodge prowadzi Koos Verwey były żołnierz. Kiedy tu trafił w maju 1990 roku nie było w tym miejscu zupełnie nic, a już w sierpniu 1991 roku zaczęły powstawać pierwsze miejsca campingowe. Od tego czasu wiele się zmieniło i obecnie mieszka w tym rejonie na stałe około 500 osób, jest posterunek policji i mała klinika. Kolejne lata to zmaganie się z naturą i przeciwnościami. W 2010 roku postawiono 5 lodgy na wysokich palach, które zaopatrzone są w bieżącą wodę ogrzewaną piecami gazowymi z butli umieszczonych pod lodgą, jest energia elektryczna z paneli solarnych. Widać dbałość o spójność z naturą. Bywały też trudne czasy kiedy to zmagano się z dwoma dużymi pożarami i powodzią w 2011 roku.

Koos od samego początku związał się z lokalną społecznością Himba. Zdecydowanie wierzy, że w Afryce istnieje równowaga, jeśli chodzi o współistnienie dzikich zwierząt i ludzi. Ważne jest, aby mieć poparcie i zrozumienie lokalnych społeczności. Pracuje nad ciągłym angażowaniem lokalnych społeczności w turystykę i dąży do poprawy warunków życia ludzi żyjących w tej części Afryki. Koos współpracuje z organizacją Save the Rhino Trust Namibia nauczając ich taktyki walki z kłusownikami. Realizuje również współpracę z ADN – Alzheimer Dementia Namibia

Okno to cała ściana z widokiem na rzekę i wodospady.

Czas na odpoczynek …

Czerwone wino z namibijskiej winnicy.

zamiast telewizora …

i nieco mniejsi mieszkańcy okolicy

o zachodzie słońca w bezpośredniej bliskości wodospadów

i na wzgórzu z punktem widokowym

i spotkanie z maluchami

Na zakończenie dnia coś dla ciała. Dziś szef kuchni proponuje dziczyznę.

Warto wspomnieć o pewnym owocu.

Ondunga …🥥 W wielu miejscach można kupić w namibii pamiątkę w kształcie kulki, która zwykle posiada mniej lub bardziej wymagające rzeźbienia i może też posiadać zawieszkę. 🥥 Tajemnica owej pamiątki rozwiązała się właśnie nad rzeką Kunene. Otóż okazało się, że są to owoce palmy Makalani – The Real fan palm (Hyphaene petersiana). Owoce tej palmy mają średnicę około 6 cm , drzewo potrafi urodzić nawet do 2.000 sztuk w ciągu roku.

Jeszcze wieczorem umawiam się z gajdem na poranne poszukiwanie krokodyli wzdłuż rzeki Kunene. Wyjście zaplanowane jest na 8.00.

———————————————————–

Dzień 9 ; 5.11.2018

———————————————————–

Noc była ciężka. Szum wodospadów był … nie do zniesienia. Lubię ciszę w nocy i niestety nie mogłem zasnąć bardzo długo:(

… jest gorąco i wilgotno, poruszamy się w górę rzeki tuż przy jej brzegu. Są miejsca gdzie idziemy wyschniętym korytem, mijamy wiele powalonych drzew oraz wiele naniesionych gałęzi i całych drzew z odległych miejsc. Rzeka podczas wysokiego poziomu musi wyglądać przerażająco.

… trzeba być czujnym …

… zamiast krokodyla , jakiś ptak

… i jest !!! pierwszy krokodyl, daleko od nas, maleńki

Tu gdzieś przez chwile w tej gęstwinie był …

Małpki Vervety biegają całymi stadami.

Dobry punkt widokowy na lekkim wzniesieniu. Jednak nic nie wypatrzyliśmy.

… papużki

… przy drugim brzegu jest ponoć krokodyl ale nie byłem w stanie go dostrzec

małpy ostro dyskutowały

Bingo, nawet spory, po drugiej stronie rzeki, jednak połowa cielska schowana.

Palmy , z których pozyskiwany jest napój zbliżony do alkoholu. Ponoć więcej miejscowych ginie spadając ze szczytu palmy niż będąc zjedzonymi przez krokodyle.

Z Epupa Falls wyjeżdżamy dość późno, jest mocno po dziesiątej rano ale nie mamy dziś ciśnienia bo odcinek do przejechania jest dość niewielki. Jedziemy na wschód tuż przy rzece Ruacana Kunene River, która wije się po naszej lewej stronie niczym wąż. Jej szerokość jest zmienna i kiedy ma wysoki stan wody zapewne zmienia zupełnie swe oblicze.

Ostatnie spotkania z Himba. Napotkana starsza kobieta z córką, chce nam sprzedać ręcznie robione wisiorki i bransoletki jednak my mamy nietypowe zamówienie. Po chwili starsza Himba orientuje się , że chodzi nam o ochrę, gdzie pod skleconym prowizorycznie namiocikiem widać, że była ucierana. W cieniu widzimy dwa kamienie, brunatno-czerwone, a po chwili jest już oryginalny proszek – ochry. Młodsza Himba pozuje dumnie do zdjęć niczym zawodowa modelka.

Przygotowanie porcji ochry dla nas.

Kolejna grupka dzieciaków Himba obdarowana prezentami. Na uwagę zasługuje nietypowa ozdoba na głowie jednej z dziewczyn,… chyba jakiś woreczek foliowy ?

Camping Kunene River okazał się pięknie położonym nad rzeką, a jakże 🙂 Kunene. Miejsca , aż nadto ponieważ prócz nas była jeszcze tylko jedna ekipa. Wybraliśmy więc najlepsze miejsce z możliwych.

Taras przy barze położony praktycznie ponad rzeką, a po drugiej stronie Angola.

widok z tarasu

Roślinność zupełnie inna niż ta, którą do tej pory mieliśmy okazję oglądać.

i oczywiście fauna , jakby już znana

Rzeka pełna krokodyli, trzeba być czujnym.

o proszę , są i krokodyle

no i łobuzy też są 🙂

oj dały się nam we znaki podczas kolacji i śniadania. Chwila nieuwagi i zakosiły nam cebulę z wnętrza auta.

Vervet monkey – kotawiec sawannowy, koczkodan tumbili, werweta, postrzegany jako szkodnik, kradnie żywność i inne przedmioty ale też niszczy uprawy.

———————————————————–

Dzień 10 ; 6.11.2018

———————————————————–

Noc w namiocie nad rzeką Kunene była spokojna, można było się wyspać mając w pamięci wczorajszą noc nad wodospadem. Nie niepokoiły nas żadne zwierzątka, prócz komarów.

Podczas śniadania musieliśmy znów być bardzo uważni, a naszą podzielność uwagi testowały od samego rana Werwety.

Niby nie jest zainteresowana tym co mamy na stole …

… by po chwili juz na nim być, i kawę pić.

Poranek obudził nie tylko nas, pojawia się wiele gatunków.

Po jakimś drucie szybko przemyka African ground squirrels – wiewiórka ziemna.

wow jest i basen ale woda nie zachęca do kąpieli, jest też odpowiedni znak.

Namiot złożony , czas pakować resztę maneli i w drogę.

Jeszcze chwilka na tarasie …

Infrastruktura wokół recepcji i baru.

I w dalszą drogę. Dziś dojedziemy do wyczekiwanego miejsca, a mianowicie Parku Etosha, w którym czekają na nas dzikie zwierzęta.

Korci nas aby skręcić 🙂 , może następnym razem .

Po drodze kawa na stacji benzynowej jakże odmiennej od tych , które spotykaliśmy dotychczas.

Na ścianie widnieją zdjęcia, górne: prezydent Namibii – Hage Geingob, poniżej: Samuel Daniel „Shafiishuna” Nujoma – pierwszy prezydent niepodległej Namibii.

I jest , brama do Etosha Park, to nasz „Jurassic Park”

Po kontroli i spisaniu dokumentów …jesteśmy już …

Niemalże tuż za bramą pojawiły się pierwsze zwierzęta, których w Etoshy żyje 114 gatunków. Słonie / elephant / – 3000 sztuk, nosorożce / rhino / – 750 sztuk, zebra Hartmanna – 950 sztuk, zebra Burchella – 21.300 sztuk, impala o czarnej twarzy / Black-faced impala / – 1.500 sztuk, lwy / lion /, lamparty / leopard /, gepardy / cheetah /, hieny / hyena /, elandy / eland /, żyrafy / giraffe /, antylopy: wildebeest i springbok. Co ciekawe w Etoshy nie ma bawołów, hipopotamów, krokodyli ani małp.

Są na wyciągnięcie ręki.

Zebry są najczęściej spotykanym ze zwierząt w Namibii. Są ich dwa gatunki: zebra Hartmanna i zebra Burchella

Również żyrafa ( Giraffe ) jest często spotykanym tu gatunkiem, nie jest bardzo wymagająca jeżeli chodzi o dostęp do wody.

Odkąd wiedziałem, że będę w Afryce chciałem bardzo zrobić zdjęcie pijącej wodę żyrafie, a ta właśnie zamierza to uczynić.

Chyba nas zauważyła.

Żyrafa obgryza górne części drzew akacji : Acacia nebrownii .

Springbok – Skocznik antylopi (Antidorcas marsupialis)

Afrykański jastrząb – African Goshawk

Po wstępnych zachwytach światem zwierząt zmierzamy do naszej Lodgy – Mushara Bush Camp, która jak zwykle nas nie rozczarowała. W recepcji spotykamy znajomą naszej Helmi, dowiadujemy się o historii powstania Lodgy i kierujemy się do naszego namiotu, który ma numer …1 🙂

widok od wejścia

łazienka

Dinner time 🙂

———————————————————–

Dzień 11 ; 7.11.2018

———————————————————–

Kolejne dni spędzamy wyłącznie w Etosha Park, wyłacznie w towarzystwie dzikich zwierząt.

Copyright © 2012. Wojtkiewicz All Rights Reserved. Up